Uczta dla zmysłów. Zasady degustacji czekoladowych specjałów

Czekolada to nie tylko rozkosz dla podniebienia, ale przyjemność, którą możemy odczuwać wszystkimi zmysłami. Niespieszna degustacja kakaowych specjałów sprawi, że zaczniemy doceniać ich apetyczny kolor, głęboki aromat oraz dźwięk, jaki wydaje łamanie tabliczki. Podpowiadamy, jak jeść czekoladę, żeby jej właściwości cieszyły z jeszcze większą mocą.

Czekolada to królowa wśród deserów. Słodka tabliczka świetnie sprawdza się jako energetyczna przekąska w ciągu dnia, dodatek do popołudniowej kawy, składnik wielu dań lub romantyczny deser. Każdy z nas ma swój ulubiony sposób na jedzenie czekoladowych słodkości. Przykładem może być wedlowskie Ptasie Mleczko® – niektórzy najpierw z lubością obgryzają czekoladową skorupkę, zanim zaczną się delektować smakiem puszystej pianki, a inni wolą zjadać pyszne kostki w całości. Tak naprawdę nie ma uniwersalnej metody na spożywanie kakaowych rarytasów, jednak żeby słodki moment przyniósł nam jeszcze więcej przyjemności, warto jeść czekoladowy przysmak niespiesznie, zwracając uwagę na każdy, najdrobniejszy szczegół. Oto właśnie sekret degustacji, czyli próbowania i smakowania wyszukanych produktów z wykorzystaniem każdego zmysłu.

Degustacja – lekcja smaku dla każdego

Wbrew pozorom, degustowanie czekoladowych produktów nie jest przeznaczone jedynie dla koneserów. Lekcja uważnego smakowania to solidna dawka wiedzy dla każdego z nas. Podczas testowania nowych, nieznanych smaków zyskujemy cenne informacje nie tylko o prezentowanym produkcie – w ten sposób poznajemy też własny gust i preferencje naszych kubków smakowych. Nawet jeżeli dotychczas trwaliśmy w przekonaniu, że czekolada gorzka to produkt dla zaawansowanych smakoszy, jeden wieczór degustacyjny może diametralnie zmienić nasze upodobania i opinie w tej kwestii. Maestro czekolady E.Wedel Janusz Profus podkreśla, że nasze kubki smakowe ewoluują i dojrzewają wraz z nami.

Czy wiesz, że…?

Jan Wedel był prawdziwym znawcą czekolady. Właściciel słynnej Fabryki słodkości potrafił bezbłędnie określić pochodzenie kakaowych ziaren na podstawie ich wyglądu, aromatu i smaku.

– Nie można założyć, że osoba, która je gorzką czekoladę, nigdy nie spróbuje mlecznej, a miłośnik mlecznej nigdy nie sięgnie po gorzką. Czekolada jest takim fenomenalnym produktem, że bez problemu znajdziemy odpowiedni smak na każdy dzień roku czy nastrój, jaki towarzyszy nam w danym momencie – przekonuje ekspert i kreator wielu wyszukanych wedlowskich smaków.

Najwyższa jakość – jak ją rozpoznać?

Czekolada, którą będziemy degustować, powinna spełniać najwyższe standardy jakości. Lekcja smaku z wykorzystaniem kiepskich produktów nie tylko nie pomoże nam odkryć nowych wymiarów słodkiej przyjemności, ale może jeszcze zniechęcić do dalszych czekoladowych eksperymentów. Żeby uniknąć błędów i rozczarowań, należy uważnie czytać etykiety produktów i dokładnie sprawdzać źródło, z jakiego pochodzą.

Prawdziwa, wysokogatunkowa tabliczka gorzkiej czekolady składa się z: miazgi kakaowej, kakao, tłuszczu kakaowego, cukru i naturalnych substancji smakowych. Bardzo istotny jest procent kakao w czekoladowym produkcie. W ofercie wedlowskich czekolad znajdziemy czekoladę gorzką z 50 proc. zawartością kakao dla poznających świat czekolad gorzkich, tabliczkę z 64 proc. zawartością kakao i jej mocniejszy odpowiednik – czekoladę z 80 proc. kakao. Oczywiście, doskonałe do degustacji są także czekolady mleczne, jednak w ich przypadku także należy uważnie kontrolować recepturę.

Mleczne tabliczki dobrej jakości zawierają od 30 do 50 proc. kakao, a w ich składzie znajduje się także: naturalne mleko, serwatka i tłuszcz mleczny. Producenci często wzbogacają swoje produkty wanilią, cynamonem albo karmelem.

Degustacja czekolady. Na co zwrócić uwagę

Przygotuj kubki smakowe na nowe doznania

Degustacja to wspaniałe doświadczenie, jednak żeby móc czerpać z niego wiele radości, należy odpowiednio przygotować nasze zmysły na spotkanie z nowym produktem. Na kilka godzin przed testowaniem czekoladowych specjałów lepiej nie palić papierosów i nie spożywać potraw o intensywnych aromatach. Jeżeli w programie degustacji jest kilka różnych gatunków czekolad, po każdej próbie należy odpowiednio "oczyścić" kubki smakowe za pomocą wody mineralnej, naparu z dzikiej róży albo odrobiny białego pieczywa.

Degustację należy rozpocząć od czekolad o najmniejszej zawartości kakao. Zacznij od delikatnej białej tabliczki, następnie sięgnij po aksamitną czekoladę mleczną, a na koniec zostaw mocny i wyrazisty smak gorzkich kostek.

Smakowanie czekoladowych rarytasów wymaga spokoju i skupienia, dlatego warto poświęcić na tę czynność wolne popołudnie, żeby móc bez pośpiechu czerpać radość z bogactw wspaniałych kakaowych kompozycji.

Niezwykła podróż po świecie zmysłów

Degustacja to smakowanie wszystkimi zmysłami. Podczas testowania czekoladowych przysmaków, angażujemy do pracy nie tylko smak, ale także wzrok, węch, dotyk i słuch. Zanim skosztujesz czekoladowej tabliczki, obejrzyj ją dokładnie – oceń jej barwę, strukturę i połysk. Następnie weź produkt do ręki i dotknij jego powierzchni. Poczuj pod palcami fakturę tabliczki, zwróć uwagę na kształt kostek, ich gładkość i zdobienia. Teraz kolej na słuch. Śmiało złam czekoladę na pół i dokładnie wsłuchaj się w odgłos, jaki wydaje. Jeżeli trzymasz w rękach produkt najwyższej jakości, z pewnością usłyszysz głośny, apetyczny trzask.

Warto wiedzieć, że…

Słynny warszawski sklep i Pijalnię Czekolady E.Wedel przy ul. Szpitalnej 8 otwarto pod koniec XIX w. Do słodkiego lokalu często zaglądał Henryk Sienkiewicz – wielki amator wedlowskich czekoladek, a także Bolesław Prus, który u Wedla zwykł kupować cukierki i rozdawać je dzieciom na ulicy.

A zatem pora skosztować słodkiej czekoladowej historii. Czekoladowe kostki kryją fascynujące tajemnice, które ożywają z każdym kolejnym kęsem. Smak to gwarancja najintensywniejszych doznań, jakich dostarczają nam czekoladowe specjały. Odłam kawałek kakaowej tabliczki i połóż go na języku. Pozwól kostce powoli rozpuszczać się w ustach i chłoń uwalniający się, słodki smak. Staraj się wyczuć nowe, ciekawe nuty, jakie skrywa. Ożywczy powiew cytrusów, a może rozkoszny dotyk słodkiej wanilii? Zapisuj swoje wrażenia w pamięci i po skończonym teście sprawdź, który z gatunków najbardziej podziałał na twoje zmysły.

Jak się rozsmakować w czekoladzie pitnej?

Degustować można czekoladę w każdej formie. Jeżeli bardziej niż prostokątne tabliczki i kolorowe pralinki kusi cię aromatyczna filiżanka czekolady pitnej, możesz skosztować jej na wiele sposobów. Do wyboru masz: klasyczną, lekko gorzką wersję przygotowaną z tabliczki o wysokiej zawartości kakao, aksamitną słodycz czekolady z mlekiem, kremową rozkosz płynnej czekolady ze śmietanką albo kakaowy napój z dodatkiem przypraw. Przenieś się w czasie podczas degustacji czekolady z chili i ciemnym pieprzem, odkryj słodkie sekrety dawnych hiszpańskich dworów skryte w filiżance słodkiego napoju z dodatkiem miodu i cynamonu, albo postaw na himalajską sól i przełam nią kakaową słodycz.

Cenna wiedza, która procentuje

Chcąc odkryć magię prawdziwej degustacji czekolady, możesz wziąć udział w profesjonalnym szkoleniu prowadzonym przez wykwalifikowanych ekspertów, albo delektować się smakiem kakaowych specjałów z domowym zaciszu. Bez względu na to, jaką formę degustacji wybierzesz, jedno jest pewne – uważne smakowanie pozwoli ci czerpać znacznie więcej radości z czekoladowych deserów. Testując smakołyk każdym zmysłem odkrywasz nie tylko jego właściwości, ale też własne upodobania. Umiejętna degustacja z czasem rozbudzi w tobie ciekawość i pozwoli otworzyć się na nowe smaki oraz zaskakujące kompozycje.

Najsłodsze miejsca na mapie stolicy. Odrywamy sekrety wedlowskiej Fabryki i najstarszej Pijalni Czekolady

Słodka historia marki E.Wedel to nie tylko wyborne łakocie, ale też fascynujące miejsca, z którymi wiąże się wiele ciekawych opowieści. Zapraszamy na wycieczkę tropem rodziny słynnych warszawskich cukierników. Sprawdź, co się kryje za drzwiami Fabryki wedlowskiej czekolady i jak pachnie urokliwe wnętrze Staroświeckiego Sklepu.

Warszawę można zwiedzać na wiele sposobów. My wybraliśmy najsłodszą ze wszystkich tras – szlak legendarnej wedlowskiej czekolady. Marka E.Wedel to jeden z nieodłącznych elementów stołecznego pejzażu. Żeby poznać burzliwe dzieje rodziny Wedlów, trzeba koniecznie odwiedzić miejsca związane z ich słodką działalnością. Najważniejsze budynki, w których przez lata rozwijało się przedsiębiorstwo słynnych cukierników, to oczywiście zabytkowa kamienica przy ul. Szpitalnej 8 i słynna Fabryka E.Wedel na Pradze. Każde z tych niezwykłych wnętrz wypełnia aromat oryginalnej wedlowskiej czekolady, który już od niemal 170 lat osładza życie warszawskim łasuchom.

Słodkie początki czekoladowego królestwa

Spacer czekoladowym szlakiem zaczynamy od urokliwej kamienicy zlokalizowanej w samym centrum Warszawy, przy ulicy Szpitalnej 8 – to tu rodzina Wedlów przeniosła swoje przedsiębiorstwo z niewielkiej siedziby przy Miodowej. Od 1865 r. czekoladowe łakocie wytwarzano w niewielkiej, czteropiętrowej oficynie, w której mieściła się także Pijalnia Czekolady E.Wedel. Po pewnym czasie Emil Wedel postanowił rozbudować rodzinny zakład, powiększając go o nowy budynek. Co ciekawe, obiekt postawiono na frontowej części działki, zachowując w tyle gmach dawnej oficyny.

Czy wiesz, że…?

Początki działalności czekoladowego imperium Wedlów wiążą się z urokliwą kamienicą przy ul. Miodowej w Warszawie – to tam w 1851 r. Karol Wedel otworzył swoją pierwszą cukiernię wraz z niewielką manufakturą słodkości. W 1880 r. Fabrykę i Sklep przeniesiono na ul. Szpitalną, a siedziba przy Miodowej została sprzedana cukiernikowi Janowi Wróblewskiemu.

Stylową kamienicę, nawiązującą do włoskiego i francuskiego renesansu, zaprojektował dla Wedlów Franciszek Brauman. W 1893 r. otwarto tam nową fabrykę, a w narożnej części budynku powstał słynny po dziś dzień Staroświecki Sklep. Budynek stał się prawdziwą ozdobą miasta, a lokalne dzienniki rozpływały się nad urodą jego eklektycznej fasady i stylowego wnętrza.

– Nowa ta trzypiętrowa kamienica, należy do piękniejszych budowli w ostatnich czasach w naszem mieście wzniesionych – donosił mieszkańcom zachwycony reporter "Kuriera Warszawskiego" w numerze z 12.12.1894 r. (nr 343), podkreślając, że wedlowski zakład pod względem okazałości w pełni dorównuje europejskim standardom.

Torcik Wedlowski

Torcik Wedlowski pojawił się w słodkim portfolio E.Wedel w latach 30. ubiegłego wieku i z miejsca zdobył serca miłośników czekoladowych łakoci. Sekretem wybornego smaku są chrupiące wafle wypiekane na piecu kaflowym, aksamitny krem orzechowy i aromatyczna wedlowska czekolada. Ten kultowy deser to doskonały pomysł na słodki upominek. W Pijalniach Czekolady Wedla można też zamówić torcik ze spersonalizowaną dekoracją.

Baton Pawełek

W 1987 r. do rodziny wedlowskich łakoci dołączył Pawełek – pierwszy nadziewany batonik pokryty mleczną czekoladą. Słodką przekąskę stworzyły dwie technolożki pracujące w wedlowskiej Fabryce. Ponoć obie panie miały synów o imieniu Paweł i stąd też wzięła się nazwa nowego przysmaku. Mimo upływu lat, wedlowski Pawełek wciąż cieszy się uznaniem łasuchów.

Ptasie Mleczko®

Ptasie Mleczko® to jeden z najbardziej lubianych wedlowskich łakoci. Pomysłodawcą tego wyjątkowego przysmaku był Jan Wedel, a słodką inspiracją okazała się do podróż do Francji, podczas której właściciel Fabryki wymyślił aksamitną piankę skąpaną w czekoladowej polewie. Swoją nazwę Ptasie Mleczko® zawdzięcza jednemu z pracowników. Ponoć Wedel zapytał, czego może chcieć człowiek, który już wszystko posiada. Ów śmiałek odparł wtedy: "Tylko ptasiego mleka". Określenie okazało się strzałem w dziesiątkę i doskonale oddawało charakter delikatnego wedlowskiego deseru.

Bombonierka Pana Wedla

Elegancki budynek przy Szpitalnej 8 przez 30 lat pełnił rolę siedziby czekoladowego imperium Wedlów, w którym wytwarzano i sprzedawano kultowe smakołyki. Tu spotykała się towarzyska śmietanka przedwojennej Warszawy, by móc w spokoju raczyć się wedlowskimi specjałami. Częstymi klientami byli m.in.: Zofia Nałkowska, Henryk Sienkiewicz i Bolesław Prus – wielki miłośnik wedlowskich karmelków. O lokalu przy Szpitalnej 8 pisał z rozrzewnieniem Jarosław Iwaszkiewicz, zachwycając się bogatym wyborem słodkich rarytasów. Wspomnienia pisarza opublikowano w książce "Staroświecki Sklep" wydanej w 1938 r. Czekoladowy punkt na mapie Warszawy nie bez powodu nazywano "bombonierką Pana Wedla". Na tę nazwę składała się nie tylko eklektyczna fasada kamienicy, ale także bogata oferta czekoladowych przysmaków, w której nawet najbardziej wybredny smakosz mógł znaleźć coś dla siebie.

Na początku lat 30 XX w. Fabrykę przeniesiono na Pragę, a w budynku przy Szpitalnej pozostał Staroświecki Sklep wraz z Pijalnią Czekolady. W tym samym czasie narożnik ozdobiła neonowa reklama Chłopca na Zebrze. Jan Wedel, syn Emila, planował unowocześnić wnętrze lokalu, jednak na skutek licznych protestów pozostawił jego staroświecki wystrój.

Fabryka przy ul. Zamoyskiego – warszawskie królestwo czekoladowych łakoci

Drugim punktem słodkiej wycieczki jest oczywiście legendarna Fabryka przy ul. Zamoyskiego. Budowa gmachu trwała od 1929 do 1934 r. – podczas największego kryzysu gospodarczego na świecie. Kiedy inni ograniczali wydatki, postępowy Jan Wedel modernizował produkcję i kupował nowoczesne maszyny, a kiedy kryzys minął, on zarządzał jednym z najnowocześniejszych przedsiębiorstw w Europie, pozostawiając konkurencję daleko w tyle.

Miasto w mieście

Pod względem rozbudowanej infrastruktury Fabryka przy Zamoyskiego przypominała niezależną jednostkę miejską. Na terenie manufaktury znajdowały się łaźnie, basen, stołówka, żłobek, przedszkole, fryzjer, szewc przyzakładowy oraz gabinet lekarski i dentystyczny. W sąsiadującym z zakładem domu mieszkalnym powstało pomieszczenie na klub robotniczy z salą teatralną i sportową na 500 miejsc. W sali teatralnej działały chór, kółko dramatyczne i orkiestra dęta. Właściciel zadbał także o kondycję swoich podwładnych, zachęcając ich do aktywnego uczestnictwa w licznych klubach sportowych. Pracownicy mogli zapisać się do sekcji kolarskiej, wioślarskiej, zapaśniczej, bokserskiej i lekkoatletycznej.

Możliwości nowej Fabryki w niczym nie przypominały warunków panujących w niewielkim warsztacie rzemieślniczym na Szpitalnej. Nowy kompleks przemysłowy był prawie całkowicie zmechanizowany, a postępowy pryncypał regularnie inwestował w nowe technologie mające jeszcze bardziej usprawnić proces produkcji.

Gorzki smak wojny

Niestety, wkrótce modernizację zakładu przy Zamoyskiego przerwała wojna. Władze okupacyjne systematycznie wprowadzały nowe ograniczenia i restrykcje dotyczące działania Fabryki, aż wreszcie przedsiębiorstwo zostało objęte zakazem wypuszczania swoich wyrobów na ogólnodostępny rynek (Fabryka produkowała wprawdzie przez niemal cały okres wojny, jednak w większości produkty szły na front i nie były dostępne dla konsumentów). Budynek uległ częściowemu zniszczeniu podczas powstania warszawskiego. Niemcy wysadzili kotłownię, piwnicę, parter i pierwsze piętro budynku. Wznowienie działalności Fabryki po wojnie było dla Jana Wedla nie lada wyzwaniem – niemieckie wojska zabrały większość maszyn i surowców. Do dyspozycji wedlowskiej załogi pozostała jedynie ręcznie napędzana maszyna Manag, dzięki której już w listopadzie 1944 r. przedsiębiorstwo wyprodukowało pierwszą partię słodyczy.

Warto wiedzieć, że…

Co minutę w Fabryce E.Wedel produkuje się ok. 500 tabliczek czekolady. Do licznej rodziny wedlowskich tabliczek dołączyła niedawno czekolada karmelowa, która charakteryzuje się delikatnym smakiem i kremowo – brązowym kolorem. Zarówno sam proces produkcji czekolady karmelowej, jak i wykorzystane do niego składniki są całkowicie naturalne.

Wojna nie oszczędziła także kamienicy Wedlów przy Szpitalnej. Choć sklep funkcjonował przez cały czas okupacji, zakupy mogli robić w nim wyłącznie Niemcy. W wyniku powstańczej zawieruchy zniszczeniu uległ północny fragment budynku. Obiekt odbudowano w 1947 r. wg projektu Zdzisława Mączeńskiego. Po wojnie lokal funkcjonował jak dawniej, a jego wystrój wzorowany był na pierwotnej aranżacji. Niestety, po wyzwoleniu Jan Wedel utracił kamienicę ze Staroświeckim Sklepem, a także Fabrykę przy Zamoyskiego – oba obiekty zostały upaństwowione i przeszły pod władanie komunistycznych władz.

Słodkie dziedzictwo

Wedlowska Fabryka i Pijalnia Czekolady E.Wedel przy Szpitalnej funkcjonują do dziś. Oba budynki kuszą wonią słodkich aromatów i przyciągają gości obietnicą wybornych deserów tworzonych z pasją w otoczeniu klimatycznych wnętrz. Gmach legendarnej Fabryki jest cyklicznie otwierany dla zwiedzających. Podczas wycieczki można przyjrzeć się, jak powstają kultowe wedlowskie przysmaki i porozmawiać z prawdziwymi mistrzami czekoladowego fachu. Pijalnia Czekolady E.Wedel przy Szpitalnej zaprasza gości na filiżankę aromatycznej czekolady i ręcznie robione łakocie. Wystarczy przestąpić próg czekoladowej manufaktury lub zająć miejsce przy jednym ze stolików Pijalni, żeby poczuć czar słodkiej historii, która wciąż fascynuje kolejne pokolenia smakoszy.

Najsłodsza sztuka na świecie. Wywiad z Joanną Klimas-Profus i Januszem Profusem – Mistrzynią i Maestro czekolady E.Wedel

"Nasze dzieła są ulotne – można je podziwiać, pooglądać, a potem zjeść" – przyznaje słynna para polskich cukierników. Mistrzyni czekolady, Joanna Klimas-Profus i Maestro czekolady Janusz Profus zdradzili nam słodkie sekrety swojego zawodu i opowiedzieli, jak powstają kultowe produkty marki E.Wedel.
Słodkie początki

Agnieszka Adamska, Wirtualna Polska: Wykonują państwo jeden z najsłodszych zawodów świata. Co sprawiło, że zdecydowali się państwo na pracę w cukiernictwie?

Janusz Profus: W moim przypadku ta pasja narodziła się już w dzieciństwie. Pochodzę ze Śląska, tak samo, jak żona. W śląskich domach dużo się piecze. Moja babcia i mama bardzo dbały o to, żeby do kawy zawsze było coś słodkiego. Jako dziecko lubiłem pomagać w kuchni i tak mi zostało do dnia dzisiejszego. Poszedłem do szkoły cukierniczej, zdobyłem tytuł mistrzowski, stawałem do konkursów w Polsce i za granicą i tak się to potoczyło, że zostałem w branży cukierniczej. Obecnie naszą specjalizacją – moją i żony – jest czekolada.

Joanna Klimas-Profus: Ja pochodzę z rodziny piekarniczo–cukierniczej. Mój rodzinny dom zawsze pachniał świeżo upieczonym chlebem. Z mężem poznaliśmy się na ulicy Miodowej w Warszawie. Chodziłam do tej samej szkoły, co Janusz – on kończył szkołę, ja zaczynałam. Kiedy go poznałam, był już mistrzem Polski w cukiernictwie. Pamiętam, jak w Cechu Rzemiosł Spożywczych na Lechickiej w Warszawie odbywały się szkolenia cukiernicze i Janusz uczył tam pracy z karmelem, czekoladą itp. Ja akurat chciałam bardziej poszerzać moje cukiernictwo i oprócz pieczenia chleba lub ciasta, robić też bardziej artystyczne rzeczy, więc jeździłam do Warszawy i uczyłam się od mistrza wszystkich nieznanych mi technik. Wiedziałam, że Janusz przygotowywał cukierników na mistrzostwa Polski oraz mistrzostwa świata i marzyłam, żeby też wziąć udział w takim konkursie. Janusz dostrzegł mój potencjał i pomógł mi przygotować się do Mistrzostw Polski Młodych Cukierników w Poznaniu – wtedy właśnie zdobyłam złoty medal. Wkrótce okazało się, że pochodzimy z tego samego rejonu Polski i nasze rodzinne domy są oddalone od siebie zaledwie o kilka kilometrów. Lubimy powtarzać, że cukiernictwo nas połączyło.

Joanna Klimas-Profus

Mistrzyni cukiernictwa, autorka wielu czekoladowych rzeźb. Specjalizuje się w czekoladowej modzie – jest pierwszym cukiernikiem w Polsce, który "szyje" w czekoladzie. Słodkie kreacje, buty i dodatki autorstwa Joanny Klimas-Profus to prawdziwe dzieła sztuki. Na co dzień pracuje w słynnej wedlowskiej Pracowni Rarytasów.

Domyślam się, że praca w branży cukierniczej tylko na pierwszy rzut oka wygląda słodko, ale w rzeczywistości okupiona jest ciężkim wysiłkiem fizycznym. Do niedawna ten zawód kojarzył się głównie z męską siłą, jednak coraz częściej wybierają go także kobiety.

Janusz Profus: Wydaje mi się, że obecnie w branży cukierniczej parytety są w pełni zachowane. Może ze względu na fakt, że często mówi się o szefach kuchni – mężczyznach, cukiernictwo wielu osobom wciąż kojarzy się z męskim fachem. Rzeczywiście, praca w tej branży to pełne osiem godzin stania na nogach. Rzadko które czynności wykonuje się na siedząco – chyba że robimy same dekoracje, to ze względu na dokładność i precyzję można robić to na siedząco. Ale na co dzień w pracy na produkcji biszkoptów, ciast, kremów czy tortów o krześle raczej nie ma co marzyć. Powiem więcej – nie widać go nawet w zasięgu wzroku, ponieważ nasza praca jest dynamiczna i wymaga ciągłego przemieszczania się.

Pracujemy cały rok. W Wigilię kończymy pracę ok. 12 – 14 i wracamy do domu, żeby znowu piec, gotować i przygotowywać świąteczne słodkości. Nawet w nasze święto, czyli w Dzień Piekarzy i Cukierników (Dzień św. Klemensa) czas upływa nam na pracy, bo z tej okazji także trzeba przygotować coś słodkiego. Ale w rzeczywistości jest to bardzo przyjemny i kreatywny zawód. Wiele kobiet pracuje na stanowisku sugar crafter, czyli zajmują się wyłącznie robieniem dekoracji. Warto podkreślić, że nie wszyscy dekoratorzy to także cukiernicy. My akurat zajmujemy się cukiernictwem i kuchnią od postaw. Przygotowujemy biszkopty, ciasta, desery, lody, praliny itp., a oprócz tego w zakres naszych obowiązków wchodzi także dekorowanie.

Czekoladowe arcydzieła

Tworzycie państwo wspaniałe rzeźby z czekolady, które zachwycają swoim kunsztem artystycznym.

Janusz Profus: Żona tworzy mniejsze projekty – damskie torebki, buty, sukienki, biżuterię i inne rzeczy inspirowane kolekcjami polskich i zagranicznych projektantów. Ja specjalizuję się w dużych, bardzo spektakularnych formach, które zwykle ważą nie mniej niż 500 kg, ale zdarza się, że są to produkty o masie kilku ton. Na przykład Pałac Kultury i Nauki ważył ponad 500 kg i miał prawie 2 m wysokości. Był zrobiony z czekolady Karmellove, a to dlatego, że autentyczna budowla jest w kolorze piaskowca, a czekolada biała karmelowa ma bardzo zbliżony, kremowo–brązowy odcień. Stworzyliśmy też św. Mikołaja o wadze 800 kg, pisankę o masie 650 kg, czekoladową makietę miasta z pociągiem, a także pomnik Adama Małysza z białej czekolady E.Wedel. Powstały różnego rodzaju rzeźby nawiązujące do polskiej tradycji i legend, jak np. Poznańskie Koziołki, Smok Wawelski czy Syrenka Warszawska. Syrenkę robiliśmy kilka razy, ze względu na fakt, że była prezentowana nie tylko w Warszawie, ale również na wystawie światowej EXPO w Mediolanie.

Janusz Profus

Mistrz cukiernictwa i Maestro Czekolady E.Wedel. Kreator nowych smaków i wyjątkowych receptur wedlowskich łakoci. Od niemal 10 lat jest szefem wedlowskiej Pracowni Rarytasów. Pod jego czujnym okiem powstają imponujące rzeźby z czekolady.

Która z tych rzeźb była dla pana największym wyzwaniem?

Janusz Profus: Każdy z projektów miał swoją historię i związane z nią przemyślenia, ale jednym z większych wyzwań był Torcik Wedlowski o wadze 4 ton i średnicy ok. 30 m. Dzieło powstało w 2004 r. w warszawskiej galerii Blue City na zamówienie z okazji urodzin centrum handlowego. Inny przykład – wielka, czekoladowa palma przy Rondzie de Gaulle'a stworzona z okazji Międzynarodowego Dnia Czekolady. Akcja miała miejsce 4 września 2012 r. Nasza czekoladowa replika była łudząco podobna do prawdziwej palmy stojącej przy rondzie, miała 7 m wysokości i ważyła 550 kg (pierwowzór ma 15 m). Z liści przez moment płynęła czekolada, ale niestety, szybko musieliśmy wyłączyć pompy ze względu na uporczywy wiatr. Jednak dla przechodniów był to bardzo słodki dzień – rozdaliśmy na ulicy ok. 12 tys. kubeczków gorącej czekolady.

Pomysłów wciąż przybywa. Czasami są do wykonania w dwa tygodnie, innym razem dwa miesiące plus miesiąc przygotowań i tworzenia technicznej dokumentacji mojego autorstwa. Oczywiście pracuję z zespołem – sam nie dałbym rady. Asia mnie bardzo mocno wspomaga, podobnie jak koledzy z Pracowni Rarytasów. Często mówimy, że nasze dzieła są ulotne – można je podziwiać, pooglądać, a potem zjeść.

Czy dobry cukiernik musi być wybitnym artystą? Ile procent w państwa zawodzie stanowi rzemiosło, a ile procent to artystyczny talent i fantazja?

Janusz Profus: Myślę, że 100 proc. to rzemiosło. Nie kreujemy nowego kształtu, bo to już zostało wymyślone. Nie jesteśmy po ASP ani żadnych studiach artystycznych. Nasza praca polega na odwzorowaniu natury lub istniejących obiektów czy postaci. Nie zrobimy tego z głowy – do tego potrzebne są zdjęcia lub model, który powielamy w czekoladowej bryle. Zasadniczą rolę w naszej pracy odgrywa jednak wiedza. Musimy znać się na tym, co robimy. Niezbędna jest tu umiejętność odlewania dużych form, budowania całych konstrukcji, przygotowania odpowiednich wzmocnień, żeby projekt był trwały i nie uszkodził się podczas transportu.

Torcik Wedlowski to jeden z najbardziej kultowych, legendarnych produktów marki E.Wedel. Jak wygląda produkcja tego przysmaku i ile trwa cały proces "malowania" czekoladowych dekoracji na waflowej powierzchni?

Janusz Profus: Proces powstawania Torcików Wedlowskich dzieli się na kilka etapów. Wafelki opiekamy na specjalnym piecu waflowym. Kolejny krok to składanie ich przy pomocy maszyny, która przekłada je kremem, dociska i schładza. Później automat z prostokątnych wafli wykrawa okrągłe Torciki, które następnie są oblewane czekoladą w specjalnej oblewarce. Wszystkie dekoracje, ornamenty, kwiatki i napisy na Torcikach powstają ręcznie, przy pomocy białej lub gorzkiej czekolady. Tych "zwykłych" torcików, na których widnieje jedna z dziesięciu standardowych dekoracji, produkuje się na linii produkcyjnej ok. 400 – 430 szt. Jest to ilość, jaką wykonuje jeden pracownik w ciągu ośmiu godzin pracy. W każdej z naszych Pijalni Czekolady E.Wedel można też zamówić Torcik Wedlowski ze specjalnym, spersonalizowanym wzorem. Tych z indywidualną dekoracją produkuje się znacznie mniej – jedna osoba jest wstanie wykonać ok. 30 – 40 szt. w ciągu 8 godzin. Zwykle można je zamówić i odebrać jeszcze tego samego dnia, ale lepiej złożyć zamówienie z kilkudniowym wyprzedzeniem.

Czekoladowe jajko

Piękne jajko stworzone przez Joannę Klimas-Profus było inspirowane kolekcją Anny Orskiej "Machiny" i, podobnie jak biżuteria z tej linii, zostało ozdobione masą blaszek i śrubek. Piękne, misterne wykończenia sprawiły, że czekoladowa rzeźba do złudzenia przypominała szlachetną ozdobę.

Słodkie kreacje

Joanna Klimas-Profus tworzy prawdziwą modę do zjedzenia. Artystka, jako jedyna w Polsce, "szyje" w czekoladzie, a jej projekty wielokrotnie wzbudzały zachwyt i uznanie znanych kreatorów mody. Mistrzyni cukiernictwa współpracowała z takimi projektantami, jak Maciej Zień, Agnieszka Maciejak czy Hanna Bieńkowska.

Moda do zjedzenia

Pani Joanno, od kilku lat z powodzeniem bierze pani udział w projektach modowych. Stworzyła pani wiele wspaniałych słodkich dzieł nawiązujących do kolekcji znanych polskich projektantów. Skąd pomysł na czekoladową modę?

Joanna Klimas-Profus: Chyba każda kobieta uwielbia modę. Ja pokazuję modę na czekoladzie. Jestem jedyną osobą w Polsce, która "szyje w czekoladzie". Inspirują mnie zarówno polscy projektanci, jak i zagraniczne marki. Miałam możliwość współpracy z panią Anią Orską, polską projektantką biżuterii. W 2014 r. zrobiliśmy dla niej sześćdziesięciocentymetrową pisankę nawiązującą do kolekcji "Machiny", której motywami przewodnimi były same blaszki i śrubki. Pani Ania stworzyła projekt uwzględniający to, co chciałaby widzieć na takiej czekoladowej pisance. Pierwszą kopię prezentowaliśmy jej na zdjęciach i była pod ogromnym wrażeniem efektu naszej pracy, ale ja czułam wtedy, że nie jestem w pełni zadowolona i muszę jeszcze kilka rzeczy poprawić. Drugi, finalny projekt był już w pełni idealny. Dzieło trafiło na licytację, a cały dochód trafił na konto fundacji "Mają przyszłość".

W tym samym roku wspólnie z projektantką Agnieszką Maciejak stworzyłyśmy kolekcję dziewięciu kreacji wykonanych w całości z czekolady. Współpracowałam także z Hanną Bieńkowską i Maciejem Zieniem.

Inspirują mnie kolekcje polskich i zagranicznych twórców, ale bardzo chętnie przygotowuję też własne projekty. W tworzeniu czekoladowych dzieł pomaga mi fakt, że mam zimne dłonie, dzięki czemu mogę bez problemu wykonywać małe, misterne elementy i czekolada nie topi mi się w rękach. Wielu osobom wydaje się, że te drobne ozdoby, jak np. piórka na sukience, zostały przyklejone klejem albo przyszyte. W rzeczywistości każda, nawet najmniejsza część projektu jest przymocowana jedynie przy pomocy czekolady.

Jestem bardzo ciekawa, czy dostaje pani zamówienia na słodkie, jadalne kreacje od prywatnych klientek?

Joanna Klimas-Profus: Oczywiście! Na specjalne zamówienia wykonujemy pralinki, biżuterię czy nawet całe kreacje. Niekiedy bywa też tak, że po dłuższym czasie nasze dzieło nadal stoi na półce u klientów, niczym cenna porcelana. Pytam zdziwiona – dlaczego, czy produkt nie smakował? Często słyszę w odpowiedzi, że po prostu szkoda zjeść coś tak pięknego.
Bardzo chciałabym kiedyś wystawić swoją kolekcję czekoladowych sukni w Wersalu. Na razie to tylko takie moje marzenie, ale marzenia się spełniają, więc kto wie? Może kiedyś się uda?

Karmelowy PKiN

W 2014 r. z okazji Międzynarodowego Dnia Czekolady marka E.Wedel przygotowała dla mieszkańców stolicy nie lada niespodziankę. W samym centrum miasta stanęła czekoladowa replika Pałacu Kultury i Nauki. Do wykonania tej niezwykłej konstrukcji wykorzystano ponad 500 kg wedlowskiej czekolady karmelowej – zbliżonej barwą do piaskowca, z którego zbudowany jest PKiN. Budowla miała prawie 2 m wysokości, a pod względem detali wiernie odwzorowywała swój pierwowzór.

Smok Wawelski z czekolady

W pamięci mieszkańców Krakowa zapisał się piękny, czekoladowy posąg smoka wawelskiego, który w 2015 r. pojawił się pod Wawelem. Miał 2 m wysokości i ważył ponad 500 kg. Maestro Czekolady E.Wedel przygotował go wspólnie z załogą Pracowni Rarytasów na Międzynarodowy Dzień Czekolady. Pod koniec dnia czekoladowy smok został zjedzony przez mieszkańców miasta.

Św. Mikołaj z czekolady

Naturalnych rozmiarów rzeźba świętego Mikołaja powstała w 2009 r., a do jej wykonania zużyto 1000 kg wedlowskiej czekolady. Słodki Mikołaj autorstwa Jana Profusa trafił na aukcję charytatywną, a dochód z jej sprzedaży zasilił konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Czekolada – najsłodszy skarb

Panie Januszu, w jednym z wywiadów wspomniał pan, że czekolada dla cukiernika jest jak złoto czy diamenty dla jubilera.

Janusz Profus: Zgadza się, bo czekolada to bardzo cenny surowiec w cukiernictwie. Mąka, masło czy cukier to stosunkowo tanie składniki – w porównaniu z tymi produktami czekolada jest wielokrotnie droższa. Pracę z czekoladą można przyrównać do pracy jubilera ze złotym kruszcem, bo podobnie jak ze złota, z czekolady można zrobić absolutnie wszystko. W razie potrzeby barwimy ją, nadajemy jej odpowiedni kształt i fakturę. Kluczowe przy tworzeniu eksponatów jest wykorzystanie dobrej jakości czekolady. W Fabryce czekolada płynie z niemal każdego kranu, więc mamy jej pod dostatkiem, ale mimo wszystko czujemy ogromny szacunek dla tego surowca. Jeżeli opiłki po rzeźbie czy resztki materiału nadają się do dalszej pracy, to wykorzystujemy je przy innych projektach. Warto też pamiętać, że większość eksponatów jest przeznczona do spożycia. Trzymamy je w gablotach i prezentujemy przez jakiś czas, po czym zostają zjedzone.

Umiejętność pracy z czekoladą daje nieograniczone możliwości twórcze. Ten surowiec można traktować jak glinę lub plastelinę i rzeźbić z niego rozmaite kształty albo, podobnie jak wykwalifikowani ludwisiarze, odlewać z niej ogromnych rozmiarów armaty, pomniki czy dzwony. Z czekolady powstaje graffiti i piękne obrazy. Malowidła można wykonywać sprayem lub pędzlami. Ciemnobrązowy kolor gorzkiej czekolady pięknie wygląda na takich obrazkach, ale do malowania można wykorzystywać różne jej odmiany – mleczną, karmelową, białą

Jestem ciekawa, czy gatunek ma wpływ na jakość i komfort pracy cukiernika? Z którego rodzaju czekolady najbardziej lubią państwo tworzyć słodkie rzeźby?

Janusz Profus: Czekolada biała jest bardzo miękka, dlatego przy jej pomocy nie da się wykonać całej skomplikowanej konstrukcji z mnóstwem niewielkich detali. Nie oznacza to wcale, że z białej czekolady nie da się tworzyć żadnych rzeźb. Na przykład Pałac Kultury i Nauki z szeroką podstawą pnącą się do góry był wykonany z czekolady karmelowej, czyli czekolady białej z dodatkiem karmelizowanego cukru i mleka. Ale gdybyśmy odwrócili tę konstrukcję i chcieli stworzyć ją na bardzo wąskiej podstawie, która rozszerza się dopiero na szczycie, to biała się do tego zdecydowanie nie nadaje – musielibyśmy zastąpić ją czekoladą gorzką albo deserową, bo są znacznie bardziej trwałe i stabilne. Takie sytuacje sprawiają, że jestem nie tylko artystą, ale też projektantem i inżynierem, który musi sam wszystko obliczyć, wymierzyć i przewidzieć. To jest właśnie ta praca rzemieślnicza – jeżeli chcemy tworzyć tego typu sztukę, musimy dokładnie wiedzieć, jak to zrobić.

Joanna Klimas-Profus: Ja też najczęściej przygotowuję swoje modowe projekty z gorzkiej czekolady. Dzięki temu czekoladowe kreacje są bardziej stabilne i odporne na uszkodzenia. Uwielbiam pracować z tym gatunkiem - daje piękny kolor brązu, który wspaniale wygląda na czekoladowych obrazach. Muszę zaznaczyć, że takie obrazy są w pełni wykonane z czekolady – nie tylko rama, ale też "płótno", na którym maluję, są w 100 proc. jadalne. Uwielbiam pracować z gorzką czekoladą i robić z niej buty, torebki czy kapelusze. Ale czekolada to nie tylko nasza praca. Bawimy się nią także w domu, podczas gotowania. Kaczka w sosie czekoladowym czy zupa ze szparagów z dodatkiem białej czekolady i orzechów karmelizowanych to nasze propozycje zastosowania czekolady w wersji wytrawnej.

Najmodniejsze czekoladowe kompozycje

Jako mistrzowie czekolady E.Wedel, mają państwo bezpośredni wpływ na kreowanie nowych produktów tej marki. Gdzie szukają państwo inspiracji do tworzenia nowych smaków pralinek i czekolad?

Janusz Profus: Takie pomysły często są w naszych głowach, ale czerpiemy je też z konkursów, w których braliśmy udział w przeszłości. Czekolada z solą czy z solonym karmelem i orzechami, to są kompozycje, które jakiś czas temu zostały użyte na mistrzostwach i spotkały się z dużym uznaniem ze strony jurorów, więc zakładamy, że zyskają także aprobatę naszych klientów. Wykorzystujemy też znane i sprawdzone rozwiązania, jak kawa czy owoce cytrusowe, które świetnie komponują się z czekoladą. Do smaku kakao nie pasuje za to bazylia, ale warto połączyć ją z białą tabliczką i wzbogacić cytryną. Nasze pomysły nierzadko powstają metodą prób i błędów. Szukamy też inspiracji w podróży. Wiele pomysłów na nowe smaki przywozimy z innych krajów, jak np. gorzka czekolada z owocem yuzu albo biała z dodatkiem różowego grejpfruta i jaśminu.

"Pracę z czekoladą można przyrównać do pracy jubilera ze złotym kruszcem, bo podobnie jak ze złota, z czekolady można zrobić absolutnie wszystko. W razie potrzeby barwimy ją, nadajemy jej odpowiedni kształt i fakturę"

Janusz Profus, Mistrz cukiernictwa i Maestro Czekolady E.Wedel

Jakie kompozycje smakowe są trendem w tym sezonie?

Janusz Profus: Bardzo modny jest smak peanut butter, czyli solone masło z orzeszków ziemnych. Z owoców egzotycznych wciąż królują: yuzu, marakuja i mango. Modne są też kompozycje z polskich owoców – truskawek, malin, rabarbaru, czarnej porzeczki, borówek czy wiśni. Wśród klasycznych smaków bardzo popularny jest słony karmel, orzechy laskowe, kokos czy też różne wariacje na temat kawy. Marka E.Wedel wprowadziła do swojego portfolio produkty, które łączą topowe trendy, są to między innymi czekolady Cookie oraz praliny Toffee&Peanuts i Peanut Butter.

Czy wśród czekoladowych kompozycji istnieje podział na smaki typowo kobiece i typowo męskie?

Janusz Profus: Bardziej niż płeć, istotny jest smak naszych klientów. Z czekoladą jest tak, jak z piciem herbaty czy wyborem wina – na początku szukamy słodkich, delikatnych smaków, ale z czasem zaczynamy doceniać też gorzkie, wytrawne warianty. Wrażliwość na smak przychodzi z wiekiem. Jedni mają "pełnoletnie", czyli dobrze rozwinięte kubki smakowe, dzięki czemu potrafią docenić poważny, wyrafinowany smak gorzkich czekolad. O osobach, które wybierają czekolady delikatniejsze i bardziej słodkie, czyli mleczne albo białe, mówimy, że mają "niepełnoletnie kubki smakowe", czyli są jeszcze na etapie początkowym i cukier pomaga im przejść tę drogę do dojrzałości. Z czasem klientom nie wystarcza już smak zwykłej czekolady mlecznej lub gorzkiej i zaczynają szukać bardziej urozmaiconych wariantów. Właśnie dla nich powstają czekolady z dodatkami. Często jest tak, że upodobania się równoważą. Nie można założyć, że osoba, która je gorzką czekoladę, nigdy nie spróbuje mlecznej, a miłośnik mlecznej nigdy nie sięgnie po gorzką. Czekolada jest takim fenomenalnym produktem, że bez problemu znajdziemy odpowiedni smak na każdy dzień roku czy nastrój, jaki towarzyszy nam w danym momencie. Może nie sprawdza się przy dużych upałach, bo nie lubi się opalać, ale lody z jej dodatkiem podczas letnich miesięcy to zdecydowanie dobry pomysł.

Czekolady nigdy dość

Pracujecie państwo z czekoladą od wielu lat. Czy po tak długim czasie jej smak wciąż może urzekać?

Janusz Profus: Oczywiście, że tak. Czekolada zawsze jest u nas w domu, często wykorzystujemy ją do gotowania. Pracując w Fabryce E.Wedel, przywykliśmy do smaku i zapachu czekolady, dlatego, jak wyjeżdżamy na urlop, zazwyczaj już po kilku dniach pojawia się chęć na coś czekoladowego. Staramy się szukać lokalnych wyrobów, ale nie zawsze jest to możliwe. Na przykład w Afryce, mimo że znajduje się tam wiele plantacji kakaowca, produkty czekoladowe są raczej mało dostępne ze względu na wysoką temperaturę. Tamtejsze wyroby są produkowane trochę inaczej, dzięki czemu są bardziej odporne na afrykański klimat. Niestety to sprawia, że nie smakują tak samo, jak czekolada produkowana w Europie.

Joanna Klimas-Profus: Nasze podróże bardzo często mają charakter kulinarny. Jak wyruszamy na urlop ze znajomymi i podczas zwiedzania dzielimy się na grupy, to wiadomo, że Profusy będą szukać dobrej cukierni albo kawiarni, żeby potem mogli opowiadać, co dobrego zjedli (śmiech).

Janusz Profus: Chętnie zwiedzamy zabytki, ale kiedy przychodzi pora posiłku, to wiadomo, że lokalna kuchnia jest naszym konikiem i zawsze staramy się trafić do miejsc z dużą tradycją. Lubimy podglądać różne zwyczaje i często czerpiemy z nich inspiracje do naszej pracy.

Jakie to uczucie, tworzyć wyroby dla marki z tak długą historią i tradycją jak E.Wedel?

Janusz Profus: To niewątpliwie zwieńczenie naszej pracy. Myślę, że marzeniem każdego cukiernika jest praca w najstarszej w Polsce Fabryce Czekolady. Oczywiście, nie jesteśmy jedyni na tym pokładzie – zespół technologów i cukierników jest znacznie większy. Wśród naszej załogi są osoby, które zajmują się tylko piankami Ptasie Mleczko® albo tylko czekoladami czy batonami, ale wszyscy razem pracujemy na wspólny sukces firmy. Wewnątrz panuje bardzo przyjazny, rodzinny klimat. Wedlowscy technolodzy to zazwyczaj wieloletni pracownicy tej firmy. My z Asią pracujemy w Wedlu od 16 lat.

Mając tytuł Maestro Czekolady, jako jedyny odpowiadam za tworzenie czekoladowych rzeźb, z kolei Asia jest jedyną osobą "szyjącą" czekoladowe projekty. Oczywiście, na co dzień tworzymy produkty wedlowskie i wszystko, co jest związane z ofertą Pijalni Czekolady E.Wedel. Czujemy się związani z marką i w pełni utożsamiamy się z jej tradycją. Uważamy, że pracujemy w najsłodszej firmie w Polsce i jesteśmy z tego bardzo dumni.

Ptasie Mleczko®. Słodka historia aksamitnej pianki w wedlowskiej czekoladzie

Kto nie zna wspaniałego smaku pianek Ptasie Mleczko®? Aksamitna pianka od lat pojawia się na polskich stołach, a jej historia fascynuje kolejne pokolenia smakoszy. Poznaj wszystkie słodkie sekrety, jakie skrywa ten kultowy wedlowski przysmak.

Jak narodziło się Ptasie Mleczko®?

Historia wedlowskiej pianki sięga czasów przed wybuchem II wojny światowej. Na pomysł, by stworzyć ten wyjątkowy słodki rarytas, wpadł Jan Wedel, trzeci ze słynnego rodu wielkich polskich cukierników. Inspiracją była podróż do Francji, podczas której właściciel słynnej fabryki postanowił, że odtąd w linii czekoladowych łakoci pojawi się także delikatna pianka skąpana w wedlowskiej czekoladzie. Pozostało pytanie: jak nazwać nowy produkt?

Ponoć Jan Wedel zwrócił się w tej sprawie do swoich pracowników, pytając ich "Czego potrzeba do szczęścia człowiekowi, który już wszystko posiada?". Jedna z osób odpowiedziała wtedy: "Tylko ptasiego mleka". Wedel uznał, że nazwa doskonale pasuje do malutkich kostek mlecznej pianki i tak oto narodziło się Ptasie Mleczko – jeden z najbardziej kultowych wedlowskich produktów. Nowy przysmak pojawił się na sklepowych półkach w 1936 r. i z miejsca rozkochał w sobie rzesze miłośników słodkości.

Warto wiedzieć, że…

podczas 1 minuty w Fabryce Czekolady Wedla produkuje się ponad 4 tys. kostek Ptasiego Mleczka®.

Od słodkiej wanilii do orzeźwiającego smaku pina colady, czyli wielka ewolucja smaków

Początkowo w czekoladowych kostkach skrywał się smak waniliowej pianki, jednak w krótkim czasie paleta wyjątkowych kompozycji smakowych zaczęła się coraz bardziej poszerzać. Tuż po wojnie marka E.Wedel wzbogaciła ofertę Ptasiego Mleczka® o dwa nowe warianty: orzeźwiającą cytrynę i aromatyczną czekoladę. Wraz z biegiem lat do trzech klasycznych smaków dołączały kolejne, jak np.: kremowa śmietanka, łagodna truskawka, słodki karmel, aromatyczny kokos czy wreszcie egzotyczna pina colada.

Na co dzień w ofercie pianek Ptasie Mleczko® dostępnych jest aż siedem wariantów smakowych. Co ciekawe, na specjalne okazje np.: święta, czy też w sezonie letnim pojawiają się zupełnie nowe, limitowane warianty tych niebiańskich pianek. Nowym smakom zawsze towarzyszyły fantazyjne, artystyczne opakowania, jednak każdy nowy projekt pudełka był wierny pierwotnej koncepcji – wizerunkowi ptaszka w towarzystwie pysznych wedlowskich pianek.

Ptasie Mleczko® inspiruje artystów

W 2019 r. opakowania Ptasiego Mleczka® przeszły ogromną metamorfozę. Na pudełkach słodkich pianek zagościły kolibry, flamingi, sowy, papugi i inne ptasie wizerunki przedstawione w otoczeniu pięknych roślinnych ornamentów i delikatnej pastelowej kolorystyki. Autorami tych niezwykłych projektów graficznych są młodzi polscy artyści: Pola Augustynowicz, Monika Grudkowska, Joanna Pieczyńska, Magda Pilaczyńska, Martyna Wójcik-Śmierska, Paweł Siuchta i Przemek Sokołowski.

Dzięki tej niezwykłej współpracy każde z opakowań Ptasiego Mleczka® zyskało jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny charakter. Rysunki młodych twórców utrzymane są w kolorystyce nawiązującej do smaku, jakie skrywa każde pudełko słodkich pianek. Piękne roślinne motywy, przywodzące na myśl rajski ogród, sprawiają, że od opakowań wedlowskiej pianki trudno oderwać wzrok, a relaks w towarzystwie tego aksamitnego przysmaku staje się jeszcze większą przyjemnością.

Słodki przysmak na co dzień i na wyjątkowe okazje

Ptasie Mleczko® to nieodłączny symbol polskiej tradycji. Niektórym ciężko wyobrazić sobie Boże Narodzenie czy Wielkanoc bez słodkich kostek na świątecznym stole. Wedlowska pianka towarzyszy nam także na co dzień, uprzyjemniając swoim niepowtarzalnym smakiem każdą wolną chwilę. Kilka kostek słodkiej pianki to świetny sposób na to, żeby dodać smaku codziennym czynnościom i wyjątkowym wydarzeniom.

Rozkoszny smak pianek Ptasie Mleczko® kojarzy się z rodzinnym ciepłem, troską i miłością. Wszystko to marka E.Wedel ukryła w delikatnej piance oblanej oryginalną, wedlowską czekoladą, żebyśmy mogli cieszyć się jej smakiem przez cały rok. Nic dziwnego, że legendarne kostki są z nami już tak długi czas…

Najważniejszy składnik czekolady i boski napój - kakao

Eliksir bogów, cenna waluta, ale przede wszystkim składnik czekolady – najbardziej lubianego deseru na świecie. Gdzie narodził się zwyczaj picia kakao i jakie legendy wiążą się z tym boskim napojem? Odpowiedzi na każde z tych pytań znajdziesz poniżej.

Dla wielu z nas smak aromatycznego kakao z pianką to okazja do sentymentalnej podróży do czasów dzieciństwa. Choć ten etap mamy już dawno za sobą, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sięgać po kakaowy napój każdego dnia. Już dawne cywilizacje prekolumbijskie uważały kakaowy napój za eliksir bogów, a przyjemność delektowania się jego smakiem była zarezerwowana tylko dla władców i arystokracji. Sięgająca kilka tysięcy lat historia kakaowego specjału jest równie fascynująca, jak sam proces wytwarzania tego cennego produktu.

Kakaowiec – legendarne boskie drzewo

Według legendy Azteków, bóg Quetzalcoatl, zwany też Pierzastym Wężem, zstąpił z nieba, żeby przekazać ludziom mądrość i podarować im wspaniały boski prezent - el cacahuate, czyli drzewo kakaowca. Ziarna tej rośliny miały posłużyć śmiertelnikom do wytwarzania gęstego, gorzkiego napoju, zwanego "xocolatl". Zuchwałość Pierzastego Węża bardzo rozwścieczyła pozostałe bóstwa, które nie chciały dzielić się z ludźmi mocą kakaowego eliksiru. Za swój gest Quetzalcoatl został skazany na wieczne wygnanie.

Czy wiesz, że…?

Właściwości kakao cenił sobie sam Casanova, nazywając kakaowy napar napojem miłosnym. Legendarny kochanek popijał kakao, żeby dodać sobie sił do erotycznych podbojów.

Na podstawie historycznych podań wiemy jednak, że to nie Aztekowie jako pierwsi odkryli właściwości kakaowca. Zwyczaj picia gorzkiego naparu z nasion tego cudownego drzewa był znany już w czasach starożytnych Olmeków, a rytuał ten kontynuowało później plemię Majów. Aztekowie byli zatem ostatnią prekolumbijską cywilizacją Ameryki Środkowej, która czciła potajemnie boski napój, zanim został on odkryty przez hiszpańskich kolonizatorów i trafił wreszcie na europejskie stoły.

Gdzie uprawiane jest drzewo kakaowe?

Choć ojczyzną drzewa kakaowego są ziemie Ameryki Południowej i Środkowej, współcześnie uprawy tego gatunku znajdują się także na okołorównikowych obszarach Afryki i Azji. Kakaowiec najlepiej czuje się w gorącym, wilgotnym klimacie. Silne wiatry i ostre słońce źle wpływają na jego rozwój, dlatego drzewka kakaowe zwykle wzrastają pod osłoną wysokich konarów o rozłożystych gałęziach. Kakaowiec charakteryzuje się cienką, cynamonowo – brązową korą i zwykle osiąga wysokość 10 – 15 m. To wiecznie zielone drzewo kwitnie cały rok w dwóch sześciomiesięcznych cyklach, a jego kwiaty i owoce wyrastają bezpośrednio z pnia. Na jednym drzewku ilość kwiatowych pączków może dochodzić nawet do 100 tys.! Z tak wielkiej ilości kwiatów zaledwie 5 proc. zawiązuje owoce. Z jednego kakaowca otrzymuje się zwykle 1 kg ziaren. Żywotność drzewek kakaowych to zwykle ok. 60 lat.

Choć plantacje kakaowca można obecnie spotkać na trzech kontynentach, najbardziej cenione ziarna pochodzą z Ghany. Kakaowe drzewka wzrastające pod upalnym afrykańskim słońcem rodzą najwyższej jakości nasiona, z których wytwarzane jest kakao o wyjątkowo głębokim smaku i urzekającym aromacie. To właśnie z rejonów Ghany pochodzą wyselekcjonowane nasiona wykorzystywane do produkcji słynnego wedlowskiego kakao.

Jak powstaje kakao, czyli o produkcyjnych rytuałach

Uprawa kakaowca to intensywna praca wymagająca wiele uwagi i troski o ziarna - zarówno o okresie wzrostu, jak i w czasie zbiorów. Owocami drzewa kakaowego są duże strąki, które w czasie żniw strąca się kijami albo ścina przy pomocy maczety. Każdy strąk skrywa w sobie ok. 30 nasion zatopionych w białym, słodkim miąższu. Kakaowe ziarna wyłuskuje się z ich wnętrza, a następnie poddaje fermentacji i suszeniu. Uprażone i dokładnie wyczyszczone są pakowane do worków, a następnie trafiają na linie produkcyjne.

Proces przetwarzania kakaowych ziaren w aromatyczny proszek podzielony jest na kilka etapów. Najpierw rozgniata się ziarna i usuwa ich łuski. Następnie nasiona są palone a na końcu mielone. W wyniku tych działań powstaje masa kakaowa, którą wykorzystuje się do produkcji czekolady. Po usunięciu części tłuszczu z miazgi pozostaje sam kuch kakaowy – twardy rdzeń o ciemnobrązowym zabarwieniu i bardzo gorzkim smaku. Ze zmielonego kuchu powstaje drobny kakaowy proszek.

Kakaowce

Drzewa kakaowca były uprawiane przez ludy starożytnej Mezoameryki. Plemiona Olmeków, Majów i Azteków uważały napój z ziaren kakaowca z boski, odżywczy napój. Kakaowe nasiona pełniły także rolę waluty. Smak kakaowego eliksiru bardzo różnił się od współczesnej wersji tego napoju, ale starożytne plemiona traktowały go z ogromnym namaszczeniem. Gorzki napar był wykorzystywany podczas ceremonii i stosowany jako cudowne lekarstwo.

Owoce kakaowca

Przywiózł do Hiszpanii w XVI w. Krzysztof Kolumb, jednak swoją sławę na europejskich dworach kakao zawdzięcza innemu podróżnikowi – Hermanowi Cortezowi. Hiszpański odkrywca uległ licznym opowieściom na temat licznych walorów kakaowca i wyruszył do Mezoameryki, skąd przywiózł kakaowe ziarna i recepturę boskiego napoju.

Pasta czekoladowa

Ogromnym przełomem w dziejach kakaowego przemysłu okazało się wynalezienie w 1824 r. prasy czekoladowej, która umożliwiła oddzielenie masła kakaowego od reszty nasienia. W ten oto sposób otrzymywano proszek kakaowy, znany dziś jako kakao. Twórcą tego rewolucyjnego wynalazku był Holender, Conrad Van Houten. Kakao stało się jednym z głównych składników czekolady stworzonej w Szwajcarii w 1828 r.

Od kakaowego ziarenka do słodkiej tabliczki

Kakao to główny składnik czekolady – pysznego słodkiego przysmaku, który cieszy się uznaniem na całym świecie. W zależności od gatunku, czekoladowe kostki różnią się zawartością kakao. Czekolada gorzka ma go zdecydowanie najwięcej. Ten wariant jest zdecydowanie najzdrowszy i najbardziej polecany przez lekarzy i dietetyków. Osoby, które wolą łagodniejszy smak, mogą sięgnąć po czekoladę z niższą zawartością masy kakaowej, a zwolennicy słodkich, aksamitnych przysmaków zadowolą się łagodną, mleczną tabliczką, w której ilość kakao nie przekracza 50 proc.

W bogatej ofercie wedlowskich specjałów znajdziemy szeroki wybór czekolad o różnej zawartości kakao pochodzącego z Ghany. Mocno Gorzka zawiera go aż 80 proc., Klasyczna 64 proc., a Lekko Gorzka zawdzięcza swój delikatny smak 50 proc. zawartości kakao. W ofercie marki pojawiły się również czekolady gorzkie Premium, które łączą w sobie wyselekcjonowane kakao z Ghany oraz starannie dobrane dodatki. Mowa tutaj o czekoladzie gorzkiej Premium z dodatkami: cząstek pomarańczy lub wiśni z chili oraz orzechów i słonego karmelu. E.Wedel ma także wiele pysznych propozycji dla fanów mlecznych tabliczek, a także tych z nadzieniem.

Wedlowski przepis na sukces – wyselekcjonowane kakao pochodzące z Ghany

Trudno wyobrazić sobie świat bez czekolady. Nie byłoby jej jednak, gdyby nie drzewo kakaowca i jego owoce, w których kryją się niezwykłe ziarna. Najlepsze pochodzą z Ghany, która jest jednym z czołowych producentów kakao na świecie.

Historia kakao sięga czasów prekolumbijskich. Już wtedy Majowie i Aztekowie podczas obrzędów religijnych pili pobudzający napój kakaowy zwany xocolatl. Kiedy w XVI w. Hiszpanie sprowadzili kakao do Europy, początkowo nic nie wskazywało na to, że surowiec ten zyska popularność. Gdy jednak doceniono właściwości niezwykłych ziaren, produkcja kakao rozprzestrzeniła się na cały świat.

Na początku XIX w. Portugalczycy przenieśli sadzonki kakaowca z Brazylii na wyspę Świętego Tomasza u wybrzeży Afryki, a potem na wulkaniczną wyspę Biokio i do Afryki Zachodniej. Dziś największymi eksporterami ziaren kakaowca w krajach afrykańskich są: Nigeria, Kamerun, Wybrzeże Kości Słoniowej, a także Ghana, skąd pozyskiwane są wyselekcjonowane ziarna kakaowca wykorzystywane w produkcji oryginalnej wedlowskiej czekolady.

Czy wiesz, że…?

Z 1,5 kg ziarna kakaowca powstaje 1 kg czekolady?

Uprawa kakaowców w Ghanie

Nasiona kakaowca (Theobroma cacao) rzekomo sprowadził do Ghany kowal Tetteh Quarshie w 1895 r., wracając na swoją farmę z Papui Nowej Gwinei. Podobno przywiózł je w kieszeni, a legenda mówi, że pochodziły one z wyspy Fernando Po, czyli Bioko. Wysokie drzewa rodzące żółte lub czerwonawe jagody szybko rozprzestrzeniły się w Ghanie. Do tego stopnia, że już pod koniec XIX stulecia kraj ten zaczął je eksportować.

Już w latach 1911-1976 Ghana była jednym z głównych dostawców kakao na świecie. Ze względu na to, że surowiec ten miał strategiczne znaczenie dla gospodarki, nadzór nad jego uprawą, zbiorami, przetwórstwem i eksportem objął rząd. Roczne zbiory przynoszą budżetowi państwa miliony dolarów i stanowią jedną z głównych pozycji w przychodach oraz wskaźniku PKB. Kakao i jego pochodne uwielbiają także sami mieszkańcy Ghany. Produkują z niego doskonały proszek kakaowy i czekoladę.

Prosto z plantacji do fabryki czekolady

Zastanawialiście się kiedyś, jak powstaje miazga kakaowa, będąca najważniejszym składnikiem czekoladowych tabliczek? Wszystko zaczyna się od niepozornego ziarna kakaowca, które przechodzi przez długi proces produkcyjny. Drzewa rosnące w Ghanie potrzebują 5-15 lat, aby wydać pierwsze owoce. W końcu pracownicy plantacji odcinają z drzew wielkie owalne owoce, rozbijają je i wydobywają z nich pojedyncze nasiona. A to dopiero początek…

Czy wiesz, że…?

Dojrzały owoc kakaowca zawiera do 50 ziaren zanurzonych w słodkim miąższu.

Zebrane ziarna poddaje się fermentacji przez tydzień, a potem suszy się przez tyle samo czasu bezpośrednio na słońcu. Kolejnym etapem jest prażenie nasion, które uwalnia czekoladowy aromat. Na koniec ziarna zostają zmielone, w wyniku czego powstaje miazga kakaowa. Produkt transportuje się z Ghany m.in. prosto do fabryki czekolady E.Wedel, gdzie tworzy się znane nam wszystkim pyszne czekoladowe wyroby.

Produkty potrzebne do produkcji oryginalnej wedlowskiej czekolady przechowywane są w specjalnym magazynie surowców. Wśród nich są: miazga kakaowa wytwarzana w Ghanie, cukier i mleko w proszku. Miazgę miesza się z cukrem i tłuszczem kakaowym lub mlekiem, a następnie rozdrabnia na tzw. prósz. Precyzyjne rozdrobnienie łagodzi nieco gorzki i kwaśny smak miazgi kakaowej i gwarantuje gładszą konsystencję czekolady.

Ciemne kakao E.Wedel

Powstaje z wyselekcjonowanych ziaren kakaowca pochodzących z Ghany. Ziarna mają odpowiedni balans kwasowości i goryczki oraz czekoladowy finisz. Powstały z nich proszek doskonale nadaje się do przyrządzania napojów, deserów i wszelkiego rodzaju wypieków.

Czekolada

Gdyby nie kakao, nie byłoby czekolady. Pochodzące z Ghany ziarno kakaowca nadaje wedlowskim tabliczkom oryginalny smak. Co minutę w Fabryce E.Wedel produkuje się ok. 500 tabliczek czekolady.

Ostatni etap – formowanie tabliczki

W trakcie intensywnego mieszania, zwanego konszowaniem, usuwana jest woda oraz niepotrzebne elementy zapachowe. Wszystko po to, by uzyskać idealny wyważony smak – bez kwasowości i goryczy. W procesie tym suchy prósz zmienia się ponownie w płynną masę czekoladową. Kolejny ważny etap to temperowanie. W tym czasie masa na zmianę jest podgrzewana i chłodzona tak, aby kryształki tłuszczu kakaowego uformowały się w odpowiednie struktury. To właśnie dlatego czekolada E.Wedel tak pięknie się błyszczy i łamie z trzaskiem.

Na linii produkcyjnej czekoladowa masa jest wytrząsana, aby usunąć z niej pęcherzyki powietrza. Poddawana jest też obróbce termicznej. Dzięki temu, że chłodzi się ją w odpowiednim tempie, nie zaburza się procesu krystalizacji. Proces powstawania jednej tabliczki, od rozlania do foremki aż do zapakowania, trwa około godziny. W zależności od rodzaju, czekolada zawiera różne dodatki w postaci orzechów czy suszonych owoców, które nadają jej indywidualnego smaku i wyglądu. Gotowe tabliczki sortuje się, pakuje i wysyła do sprzedawców, skąd wreszcie mogą trafić w nasze ręce. Bon Appetit!

Dynastia polskich królów czekolady

Trzy pokolenia Wedlów zbudowały jedną z najpotężniejszych polskich marek w historii. Słodkości, których produkcję w połowie XIX w. rozpoczął przybysz z Niemiec, dobrze znają kolejne pokolenia Polaków. Cofamy się w czasie, by prześledzić słodko-gorzką historię rodziny Wedlów.

Cukierniczo-aptekarskie początki

Wszystko zaczęło się w 1845 r., kiedy do Warszawy przybył, na zaproszenie cukiernika Karola Grohnerta, Karol Ernest Henryk Wedel. Grohnert posiadał wówczas cukiernię przy ulicy Piwnej 12 i obaj panowie wspólnie prowadzili słodki interes. Wedel okazał się doskonałym rzemieślnikiem w swoim fachu i, co bardzo istotne dla dalszego rozwoju jego kariery, miał specjalizację cukierniczą dotąd w Polsce nieznaną – wyrób czekolady.

6 lat później, czyli w 1851 r., Karol założył własny interes. Przy ul. Miodowej w Warszawie otworzył pierwszą firmową cukiernię wraz z niewielką przyzakładową manufakturą czekolady. Pracował tam z żoną i dwoma czeladnikami a w jego asortymencie znajdowały się głównie karmelki, ciasta, figurki cukrowe, czekolada twarda i do picia, której podobno dziennie podawano nawet do 500 filiżanek!

Czy wiesz, że…?

Jeszcze dwa wieki temu, kiedy dorastał i kształcił się Karol Wedel, czekolada traktowana była jako lekarstwo. Sprzedawana była w aptekach – jako produkt dietetyczny albo lek na migrenę. Miała kurować duszę albo stanowić alternatywę dla alkoholu.

Poza słodkimi przysmakami cukiernia oferowała także wyroby aptekarskie: drezdeński syrop słodowy zalecany w przypadku przeziębienia, karmelki śmietankowe (zwane też "karmelkami piersiowymi", miały bowiem łagodzić "wszelkie cierpienia piersiowe") czy pastylki miętowe.

Karol Wedel wiedział, że reklama jest dźwignią handlu i swój produkt (karmelki) reklamował w "Kurierze Warszawskim". Jego produkty zaczęły cieszyć się dużą popularnością a mieszkańcy tłumnie ściągali do cukierni, by móc skosztować interesujących i dotąd im nieznanych kompozycji smakowych.

Przez cały okres rozwoju marki Karol Wedel dbał równolegle o swojego jedynego syna - Emila. Starał się, by starannie przygotował się do przejęcia fachu - studiował za granicą i odbywał praktyki w najlepszych paryskich cukierniach. W efekcie, kiedy ten był gotowy, w 1865 r. objął kierownictwo nad zakładem, a w 1872 r., w ramach prezentu ślubnego, przejął całą firmę.

Kolejne pokolenie, nowe pomysły

Młody zarządca postanowił rozwinąć zakład, unowocześnić produkcję i rozbudować jej asortyment. W tym celu, sprzedał cukiernię na ul. Miodowej i przeniósł interes do wybudowanej na jego zlecenie kamienicy przy ul. Szpitalnej. Uroczyste otwarcie odbyło się 11 grudnia 1894 r. Tam też po dziś dzień znajduje się sklep firmowy i kawiarnia - najstarsza Pijalnia Czekolady E.Wedel "Staroświecki Sklep".

W 1870 r. fabryka rozpoczęła produkcję biszkoptów, zaś pod koniec XIX w., obok innych wysokiej jakości produktów, fabryka znacznie zintensyfikowała produkcję kakao, co było bezpośrednią zasługą Emila. Według jego pomysłu wprowadzono też na rynek kakao owsiane (połączenie czekolady z kleikiem), które zdobyło pierwszą nagrodę na wystawie higienicznej w Krakowie.

Za czasów Emila wprowadzono do sprzedaży także m.in. praliny, cztery rodzaje torcików: orzechowy, ostendzki, pralinowy i torcik "Manru" (nazwany na cześć opery Ignacego Paderewskiego) oraz cygara czekoladowe. Jak możemy przeczytać we wspomnieniach o dawnej Warszawie Jadwigi Waydel-Dmochowskiej: "wykonane [były] bardzo realistycznie, z ogieńkiem z czerwonej cynfolii i popiołem z cukru, umieszczone w pięknych papierośnicach z wytłaczanego papieru, zupełnie jak skóra, wykończone kolorowym atłasem, z wyciśniętym na wierzchu złoconym napisem "Cigares".

Znanymi klientami Wedla byli m.in. Henryk Sienkiewicz – wielki amator czekoladek oraz Bolesław Prus, który kupował wedlowskie cukierki i rozdawał je dzieciom na ulicy.

Popularność produktów tworzonych w zakładzie Wedla sprawiła, że na rynku zaczęło pojawiać się wiele falsyfikatów. Dlatego też Emil, chcąc zabezpieczyć swoje wyroby przed próbami podrobienia, w 1874 r. zaczął oznaczać je swoim podpisem, tworząc znany i używany do dziś znak towarowy E.Wedel.

Po śmierci Emila – w latach 1919-1923 - po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, właścicielką przedsiębiorstwa była jego żona – Eugenia. Po jej śmierci stery przejął 49-letni wówczas Jan Wedel, który pełnił kierownicze funkcje od 1916 r. i miał już wtedy olbrzymią wiedzę i doświadczenie.

Trzecie pokolenie słodkiej dynastii

Ambicją Emila, podobnie jak jego ojca, było to, aby Jan miał wyższe wykształcenie. Zdobywał je w Niemczech i Szwajcarii, gdzie uzyskał tytuł doktora chemii. Studia uzupełnił również naukami technicznymi i inżynieryjnymi na Wydziale Mechanicznym Politechniki w Charlottenburgu. Mówił też w 5 językach (niemieckim, francuskim, angielskim, polskim i rosyjskim), które były mu bardzo przydatne w przyszłym prowadzeniu firmy.

A to ciekawe!

Do dziś model wedlowski (studia za granicą, terminowanie, poznawanie firmy od podszewki) stawia się za wzór przekazywania władzy w firmie.

Po studiach Jan Wedel rozpoczął pracę w firmie ojca od najniższego stanowiska, a pierwszą pensję przekazał na cele charytatywne. Później każdy praktykant, który zaczynał pracę u Wedla musiał przejść taką ścieżkę kariery - przez wszystkie działy fabryki - aby stać się pełnowartościowym pracownikiem.

Albo pracownicą. Jedną z pierwszych nowości, wprowadzonych po objęciu roli właściciela słodkiego przedsiębiorstwa przez Jana, było bowiem dopuszczenie kobiet do pracy przy produkcji – wcześniej pracowali tam wyłącznie mężczyźni. Mimo że w pierwszym zakładzie na Miodowej Karolowi Wedlowi pomagała żona, to cukiernictwo było tradycyjnie męskim zawodem (jak zresztą wiele innych). Zmieniło się to w 1925 r.

Warto podkreślić, że w przypadku szczególnie uzdolnionych pracowników Jan Wedel stwarzał możliwości rozwoju, niezależnie od płci. W firmie już w latach 20. XX w. kobiety pracowały nie tylko jako robotnice, lecz również na stanowiskach kierowniczych.

Innowacje przede wszystkim

W 1927 r. Jan Wedel otrzymał pozwolenie na wybudowanie fabryki przy ul. Zamoyskiego, której budowa odbywała się w latach 1929-1934, czyli w czasach największego kryzysu na świecie. Przyjaciele Wedla twierdzili, że ten zwariował, w czasie takiego kryzysu inwestując w maszyny i stawiając fabrykę, zamiast ograniczać wydatki. Ten jednak nie przejmował się niczyim zdaniem i uparcie modernizował fabrykę, dzięki czemu, gdy kryzys minął, ta pracowała na nowoczesnych maszynach i w nowym budynku, zostawiając daleko w tyle konkurencję.

Według varsavianisty Jerzego Kasprzyckiego, który przez lata obserwował zmagania Wedla z konkurencją, od razu widoczny był pełen rozmachu i bardzo śmiały, iście "amerykański", sposób działania Jana Wedla, który co chwila zaskakiwał odbiorców nowymi pomysłami.

Chłopiec na zebrze

"Narodzony" w 1926 r. uroczy chłopiec na rezolutnej zebrze powrócił do świata reklamy i świadomości konsumentów w wielkim stylu w 2017 r. i szturmem podbił serca konsumentów. Ten niezwykły duet wywołuje uśmiech na kolejnych spotach promujących także najnowsze produkty E.Wedel.

Smakowite nowości

Marka E.Wedel cały czas dynamicznie rozwija swoją działalność. Wyroby sprzedawane są zarówno w Polsce, jak i za granicą. Oprócz dobrze znanej oferty, produkuje coraz więcej czekoladowych nowości, m.in. Czekotubkę, serię czekolad nadziewanych i chrupiących COOKIE, a także batonów, ciastek oraz lodów.

Przykłady? W 1926 r. na jego zlecenie Włoch Leonetto Cappiello, dziś nazywany ojcem współczesnej reklamy, zaprojektował grafikę przedstawiającą chłopca dosiadającego pasiastą zebrę i dźwigającego na plecach słodkie tabliczki czekolady. Egzotyczna grafika od tego momentu była wykorzystywana jako kreacja reklamowa zarówno w kraju, jak i za granicą. Zdobiła m.in. witrynę pierwszego sklepu Wedla w Paryżu.

Ale nie tylko. W 1928 r. Wedel zastąpił transport konny samochodowym. Wszystkie pojazdy oznaczone były napisem E.Wedel i nowym symbolem marki – Chłopcem na Zebrze. W celu usprawnienia przewozu swoich produktów i w celach marketingowych w późniejszych latach Wedel zakupił też samolot RWD. To właśnie nim transportował słodycze na polskie wybrzeże i do Francji. Przy Jeziorku Kamionkowskim postawił też automat do sprzedaży wybranych produktów z portfolio.

Czekoladowy geniusz

Jan Wedel był bezkonkurencyjnym fachowcem od czekolady – podobno umiał na podstawie wyglądu, aromatu i smaku surowego ziarna kakaowego określić jego pochodzenie. Osobiście z każdego transportu ziarna kakaowego badał próbki, oceniał ich stan dojrzałości, jakość i decydował, na jaki rodzaj czekolady przeznaczyć dane ziarno.

Dzięki niebanalnemu czekoladowemu zmysłowi Jana, w latach 30. powstał szereg nowych produktów, które do dnia dzisiejszego produkowane są pod marką E.Wedel: czekolada Jedyna, ręcznie dekorowany Torcik Wedlowski, mieszanka czekoladowa, praliny o różnych smakach czy słynne pianki Ptasie Mleczko®. Jak czytamy w Mocy czekolady Anny Czerwińskiej-Rydel, gdy Jan stworzył recepturę tych ostatnich, zapytał swoich pracowników:

Wszyscy potrzebujemy czekolady.

Richard Paul Evans, cytat z powieści ”Podarunek”

Dobre złego początki

Okres międzywojenny sprzyjał rozkwitowi marki. W 1930 r. otwarto fabrykę czekolady na warszawskiej Pradze. Otwierane były też pierwsze sklepy poza Warszawą, m.in. w Krakowie, Łodzi i Poznaniu, a z czasem produkty firmy były wysyłane także do sklepów firmowych w Europie, Stanach Zjednoczonych i Japonii. Pod koniec lat 30. E.Wedel był już marką powszechnie rozpoznawalną, z szerokim i atrakcyjnym asortymentem.

Niechybnie zbliżamy się do lat 40., czyli czasów II Wojny Światowej. Jan Wedel w czasie okupacji finansował działalność konspiracyjną, wspierał też pozbawionych pracy ludzi pióra i artystów. Na początku 1945 r. udało mu się uruchomić zakład. Wykorzystał zachowane zapasy surowca. Wedla szybko jednak usunięto z zakładu, jego firma została upaństwowiona. Otrzymała wówczas nazwę wyśmiewaną aż do końca PRL-u - "Zakłady Przemysłu Cukierniczego im. 22 Lipca". Na winietach nadal jednak widniała nazwa E.Wedel, tyle że z dyskretnym dopiskiem: "d." – dawniej.

Oczywiście potocznie fabrykę nadal nazywano Wedlem, a jej wyroby - wedlowskimi. Był to jednak smutny czas. Już w czasie popaździernikowej odwilży Olgierd Budrewicz opisywał, jak Jan Wedel schodzi do swojego dawnego sklepu po kilka deko karmelków. Nigdy już nie odzyskał fabryki.

Nowy wedlowski rozdział

I tutaj moglibyśmy w zasadzie zakończyć opowieść o słodko-gorzkiej historii rodziny Wedlów. Nie kończy się jednak historia ich spuścizny – firmy i produktów, które kochamy od pokoleń. Marka E.Wedel przetrwała okres PRL i tak jak za dawnych czasów, ustanawia nowe kierunki rozwoju w odniesieniu do tradycji, wysokiej jakości i wyjątkowości wyrobów. Marka w dalszym ciągu pragnie pragnie kontynuować pracę i osiągnięcia rodziny Wedlów i tak jak oni swoją działalnością wpływać na ludzi. I trzeba przyznać, że od dekady skutecznie realizuje wszystkie wymienione cele, dostarczając nam licznych słodkich przyjemności.

Dobre, bo polskie. Przewodnik po kultowych słodyczach znad Wisły

Znane i lubiane od pokoleń. Kojarzą się z beztroskim dzieciństwem i uprzyjemniają najwspanialsze chwile. Niektóre zostały nieco zapomniane i dostaniemy je tylko okazyjnie, od innych, mimo upływu lat, wciąż uginają się półki sklepowe. Jakie są flagowe polskie słodkości, które znać powinien każdy łasuch?

Doskonale wiemy, że co kraj, to obyczaj. Nie inaczej jest ze słodyczami. W Turcji trzeba skosztować baklavy, Włosi szczycą się swoimi lodami (gelato) i wybornym tiramisu, Hiszpania kojarzy się z maczanymi w czekoladzie churrosami a Francja z crème brûlée. Czym możemy poszczycić się my? Lista jest całkiem obszerna.

Kultowe pianki

Historia pianek Ptasie Mleczko®, bo oczywiście o nich mowa, sięga 1936 r. Jan Wedel, zainspirowany odbytą po Francji podróżą, rozpoczął produkcję mlecznych pianek oblanych oryginalną wedlowską czekoladą.

Czy wiesz, że…?

W czasach PRL-u korpus Ptasie Mleczko® nazywany był "słoninką", ponieważ zastyganie pianek odbywało się na papierze pergaminowym, a słonina w sklepach mięsnych sprzedawana była właśnie w pergaminie.

Anegdota głosi, że nazwa powstała, gdy Jan Wedel spróbował nowego smakołyku i spytał współpracowników: "Czego potrzeba do szczęścia człowiekowi, który już wszystko posiada?". Wtedy usłyszał on odpowiedź: "Tylko ptasiego mleka".

Ptasie Mleczko® z marszu stało się wielkim hitem i po dziś dzień jest sztandarowym produktem marki E.Wedel. I nic dziwnego, w końcu to innowacyjny wyrób o zaskakującej formie, za którym stoi Jan Wedel - czekoladowy i biznesowy wizjoner.

To też jedne z najpopularniejszych polskich słodyczy. Co ciekawe - ilu fanów tego przysmaku, tyle metod jedzenia czekoladowych kostek. Już w 1936 roku pojawiła się opowieść o rytuale jedzenie pianek Ptasie Mleczko®. kiedy pewna zziębnięta dama wpadła do domu, w przedpokoju zrzuciła futerko, wyjęła z kredensu czekoladowe kostki i ząbkami delikatnie odłupywała kawałki czekolady otaczające waniliową piankę.

Jedyna

Czekolada Jedyna, wymyślona tak jak wspomniane Ptasie Mleczko® i Torcik Wedlowski, w latach 30. przez Jana Wedla, do dnia dzisiejszego cieszy się nie tylko niesłabnącą popularnością. Co ciekawe, od czasów powojennych, kiedy to Karol Śliwka stworzył nowe opakowanie, produkowana jest w niezmienionej szacie graficznej.

Aktualnie na rynku spotkać można całą gamę smaków pianek Ptasie Mleczko®, m.in.: waniliowe, czekoladowe, cytrynowe, karmelowe, śmietankowe oraz kokosowe. Na specjalne okazje, takie jak np.: święta, pianki Ptasie Mleczko® dostępne są w limitowanych smakach, a dodatkowo kosteczki zdobią urocze dekoracje. Z pewnością każdy zawsze znajdzie coś dla siebie.

Słodkości rosnące na drzewach?

Szyszki to dla wielu z nas smak dzieciństwa. Największą popularnością cieszyły się w czasach PRL-u, kiedy ograniczony dostęp do różnych produktów spożywczych wymuszał kreatywność i pomysłowość w kuchni. Tradycyjne szyszki swoją chrupkość zawdzięczają preparowanemu ryżowi, natomiast słodki smak nadaje im polewa czekoladowa lub karmelowa, którą skleja się ryż i formuje w kształt kulek.

Niełatwo znaleźć je obecnie w sklepach, jednak możemy bardzo szybko i łatwo zrobić je sami. Potrzebujemy opakowania ryżu preparowanego (najczęściej znajduje się w nim 80-90 g produktu) i około 30-40 dag krówek dobrej jakości, jak np. Krówka Mleczna od E.Wedel. Można też wykorzystać gotową masę kajmakową z puszki, ale, zdaniem znawców, smak dawnych szyszek łatwiej odtworzyć, używając tradycyjnych cukierków.

Krówki umieszczany w rondelku, dodajemy 10 dag masła i podgrzewamy aż do rozpuszczenia, często mieszając. Jeżeli chcemy uzyskać szyszki czekoladowe, po prostu krówki zastępujemy taką samą ilością czekolady, nic prostszego. Na koniec do masy dosypujemy ryż preparowany. Mieszamy i pozostawiamy do lekkiego przestudzenia. Następnie zwilżamy dłonie i formujemy zgrabne szyszki. Gdy całkiem ostygną, przekładamy je do lodówki, by nabrały odpowiedniej konsystencji. Smacznego!

Ich początki sięgają XX w., kiedy to Feliks Pomorski kultywował ich wytwarzanie w Żytomierzu.

Słodka ciekawostka

Jan Wedel, znany ze swoich innowacyjnych pomysłów, w czasach, gdy nie było jeszcze reklamy, umieszczał swoje logotypy w wielu miastach i wsiach. Istnieje anegdota o królu Afganistanu, który odwiedził Polskę i podróżował po niej pociągiem. Widząc na każdej stacji napisy E.Wedel, uznał, że to polskie pozdrowienie i na peronie zawołał podobno "e wedel!".

Cechują się wyjątkowo prostym składem i delikatnym karmelowym smakiem. Możemy przygotować je samodzielnie, albo spróbować wedlowskich mlecznych krówek. Kiedy podejmiemy się własnoręcznego przygotowania, potrzebujemy zaledwie… mleka, cukru i masła. Tak, to wszystko. Wymieszanie i gotowanie tych składników razem pozwala na stworzenie pysznej, delikatnie mlecznej masy krówkowej. Po odpowiednim przestudzeniu jest ona porcjowana na cukierki. Jak wskazują smakosze, świeże krówki podczas jedzenia są lepkie i ciągnące, a te nieco starsze stają się bardziej kruche i chrupiące.

Odpustowe łakocie

Pańska skórka lub, jak mówiono dawniej, panieńska skórka, to przysmak znany przede wszystkim Warszawiakom. Jest to biało – różowy cukierek, który tradycyjnie był, a także nadal jest, sprzedawany w okolicy… cmentarzy podczas święta Wszystkich Świętych albo odpustów. Jego skład i wykonanie jest bardzo proste. Pańska skórka składa się z cukru, wody, ubitych na sztywno białek, a także soku z cytryny i malin.

Słodki smak i prostota przygotowania tych słodyczy przyczyniły się do tego, że pańska skórka doczekała się regionalnych odpowiedników. Przykładowo w Krakowie znajdziemy miodek turecki, a na Lubelszczyźnie tzw. szczypka.

Nie do podrobienia

Podobno w zestawie prezentowym dla obcokrajowca w latach 80. XX w. obok kiełbasy i wódki, często pojawiał się i słodki element – obowiązkowy Torcik Wedlowski, czyli ręcznie dekorowany waflowy tort z kremem orzechowym i czekoladą. Historia torcika sięga lat 30. ubiegłego wieku. Jego pomysłodawcą był nikt inny, jak Jan Wedel. Jak się okazuje – zawdzięczamy mu dużo więcej, niż Ptasie Mleczko®. Co istotne, już wtedy zakłady Wedla sprzedawały swoje wyjątkowe Torciki Wedlowskie nie tylko w Polsce, ale też w zagranicznych sklepach firmowych - eksportowano je do kilkudziesięciu państw.

Do dzisiaj są dekorowane ręcznie i cieszą się niesłabnącą popularnością. Co ciekawe, każda z osób pracujących przy dekorowaniu Torcików Wedlowskich potrafi idealnie odwzorować charakterystyczny podpis Emila Wedla. Jednocześnie jednak twierdzą, że widząc Torcik Wedlowski w sklepie, potrafią wskazać własnoręczną pracę.

Historia kultowego chłopca na zebrze

Ze świecą szukać w naszym kraju osób, które nie znają przeuroczego, kilkuletniego blondynka, przemierzającego świat na grzbiecie rezolutnej zebry. Duet ten rozczula nas ze spotów reklamowych słodkości od E.Wedel. Czy wszyscy wiemy jednak, że jego historia sięga… blisko stu lat?

Owocna współpraca wyjątkowych wizjonerów

W 1926 r., czyli 94 lata temu (!), na zlecenie Jana Wedla, innowatora i wizjonera, wnuka Karola Wedla, założyciela czekoladowego imperium, powstała jedna z najpopularniejszych grafik reklamowych w Polsce. Sylwetka chłopca siedzącego na zebrze, dźwigającego na plecach, zamiast tornistra, słodkie tabliczki wedlowskiej czekolady.

Ulica Szpitalna

W centrum Warszawy, przy wspomnianej ul. Szpitalnej 8 znajduje się Pijalnia Czekolady E.Wedel "Staroświecki Sklep". Wedel zbudował tę narożną kamienicę w 1894 r. Sklep został zniszczony w czasie Powstania Warszawskiego, a zabytkowe wnętrze zostało zrekonstruowane po wojnie. Dziś można wpaść tam na pyszną czekoladę i ręcznie wykonywane pralinki, a przy okazji "odwiedzić" kultowego chłopca na zebrze.

Autorem kreacji był włoski malarz - Leonetto Cappiello - dziś nazywany ojcem współczesnej sztuki plakatu i reklamy. Był on pierwszym artystą, który malował wyraziste, kolorowe postacie na ciemnych tłach. Cappiello tworzył karykatury, jednak zasłynął przede wszystkim jako twórca ikonicznych plakatów dla takich legendarnych włoskich marek, jak Campari, Cinzano czy Pirelli. Jak widać, Jan Wedel zamówił swój plakat u ówczesnej gwiazdy światowej reklamy. Namalowany przez Cappiello chłopiec na zebrze reprezentuje charakterystyczny styl artysty i sprawił, że polska marka znalazła się na najwyższej półce ówczesnego designu europejskiego.

Współpraca tych dwóch wizjonerów zaowocowała wprowadzeniem do kreacji firmy egzotycznej zebry, łącząc ją z symbolem radości, beztroski i szczęścia – małym, uroczym chłopcem. Już wkrótce duet ten widniał na każdym nowo otwieranym sklepie.

W tym miejscu trzeba wspomnieć, że współpraca młodego Wedla z Leonetto Cappiello – jednym z wielkich świata sztuki – nie była niczym wyjątkowym. Jan znany był z tego, że do projektowania swoich opakowań zatrudniał najsłynniejsze nazwiska z Polski – między innymi Zofię Stryjeńską, która zaprojektowała serię opakowań czekoladek, cieszących się ogromną popularnością oraz malowidło, które ozdabiało Dom Wedla przy ul. Puławskiej. Na zlecenie Jana powstała też kolorowanka dla dzieci, która przedstawiała przygody chłopca na zebrze.

Emil Wedel

Mimo że kultowy chłopiec na zebrze wyszedł spod pędzla włoskiego malarza - Leonetto Cappiello – za jego ojca możemy uznać Jana Wedla, wielkiego wizjonera, który przyczynił się do rozwoju czekoladowej potęgi.

Książka dla dzieci

"Przygody Maciusia, czyli zwycięstwo czekolady Wedla" to przedwojenna książeczka dla dzieci, wzbogacona o kolorowanki – rysunki artysty K. Mackiewicza. Opowiadała ona o przygodach chłopca i jego pasiastej przyjaciółki w Afryce.

Niebieski samolot

Samolot zakupiony przez Jana Wedla wyróżniał się kolorem (seryjne samoloty RWD miały kolor czerwony). Latał regularnie do Kopenhagi i Paryża, gdzie Wedel miał sklep w dzielnicy Madelaine, przy Rue Vignon 20. Samolot zaginął w czasie wojny. Dziś możemy podziwiać jego replikę podczas Nocy Muzeów w Wedlu.

Na grzbiecie zebry na podbój Europy

Jan znacznie rozwinął działalność rodzinnej firmy. Nie tylko stawiał coraz śmielsze kroki w świecie reklamy, ale też wprowadzał do portfolio nowe produkty i rozpoczął ich eksport za granicę. Przykład? W 1936 r., kiedy nasz chłopiec z zebrą miał już 10 lat, w eleganckiej dzielnicy Madelaine przy ul. Vignon 20 w Paryżu powstał sklep firmowy Wedla. Wizytówką lokalu był oczywiście nasz radosny duet – młodzieniec z pasiastą przyjaciółką.

Rok później, w 1937 r., odbyła się Międzynarodowa Wystawa Sztuki i Techniki w Paryżu, na której znana i ceniona już w Europie marka E.Wedel reklamowana była przez naszego głównego bohatera. I tak oto radosny chłopiec z wedlowskimi tabliczkami czekolady stał się pełnoprawnym obywatelem świata i symbolem warszawskiego rodu.

Zebra w reklamie

Chłopiec i zebra zadebiutowali w telewizji we wrześniu 2017 r. i szturmem podbili serca konsumentów. Zabawne spoty z ulubionymi bohaterami w roli głównej za każdym razem cieszą się ogromną sympatią widzów. W najnowszym zebra przemawia prosto z obrazka puzzli...

Podniebne słodkości

Jan Wedel rozwijał nowatorskie formy reklamy i nie poprzestał na zamówieniu kultowego plakatu. Kupił też samolot RWD-13, na którym widniał nie kto inny, jak chłopiec dosiadający zebrę. Samolot dostarczał wedlowskie specjały za granicę. Co ciekawe, z jego pokładu rozrzucano również czekolady turystom wygrzewającym się nad polskim morzem. Deszcz słodkości? Pozazdrościć!

Na przekór przeciwnościom

Choć w czasach II wojny światowej rozwój firmy znacząco przyhamował, chłopiec wraz z egzotyczną zebrą pozostał symbolem wedlowskiej potęgi, wzorem nowatorskich rozwiązań i dalekowzroczności rodu Wedlów. Marka przez niego stworzona po dziś dzień, niezmiennie od wielu pokoleń osładza nam życie, tak jak Chłopiec na Zebrze tkwi na dachu kamienicy przy ul. Szpitalnej 8, gdzie mieściła się pierwsza wedlowska fabryka i w której obecnie znajduje się najstarsza Pijalnia Czekolady E.Wedel.

7 pysznych przepisów na czekoladowe łakocie. Te receptury mają przeszło pół wieku!

Czekoladowy "bruk z przedmieścia", słodka legumina, a może kultowe ptysie? Jedno jest pewne – kuchnia naszych babć wraca do łask. Wyruszmy zatem w podróż do dawnych lat i na nowo odkryjmy smak słodkich deserów oraz wypieków, które pachną dzieciństwem.

"Historia lubi zataczać koło. Jesteśmy dokładnie tam, gdzie dwadzieścia lat temu byli oni. Co należało do nich, jest też nasze, a co do nas, będzie ich" – ten cytat z powieści Sarah Addison Allen pt. "Słodki świat Julii" nie traci na aktualności. Idealnie odzwierciedla również to, co obecnie dominuje w kulinarnych trendach. Choć współczesna kuchnia obfituje w różne nietypowe smaki, to wciąż chętnie wracamy do babcinych dań i przepisów, które kojarzą się ze smakiem dzieciństwa i rodzinnego domu.

W latach 30. powstała publikacja, zawierająca receptury na słodkie dania i wypieki przyrządzane tradycyjnymi sposobami. Czytając przepisy, nie da się nie zauważyć, z jaką pieczołowitością opisano proces przygotowywania każdego z nich. Warto również zwrócić uwagę na język – nieco inny od tego, którym dziś się posługujemy. Pojawiają się także zapomniane słowa takie jak "leguminka" czy "kwaterka śmietanki". Specjalnie dla was prezentujemy kilka ciekawych przepisów pochodzących z książki "Wedlowska czekolada". Podając je, zachowaliśmy oryginalną pisownię.

Torcik "Bruk z przedmieścia"

Dziesięć deka migdałów słodkich, dziesięć deka orzechów słodkich, dziesięć deka orzechów laskowych lub tureckich i dziesięć deka orzeszków ziemnych, wszystko razem, już bez wewnętrznych łupin, podprażyć mocno w piecyku, żeby się zrumieniły. Obetrzeć mocno w serwecie, aż łuski z nich zejdą, przebrać starannie lub też oddzielić łuski.

Czy wiesz, że…?

W sarmackich deserach dominowały ostre, korzenne przyprawy? Choć dzisiaj chętnie z nich korzystamy, to ówczesne ilości pieprzu, szafranu czy imbiru byłyby dla nas prawdopodobnie nie do zniesienia.

Dwie szklanki cukru-pudru przesiać raz jeszcze przez sitko i ucierać z trzema lub czterema białkami, aż się masa stanie pulchna. Wcisnąć sok z całej cytryny i wsypać dwadzieścia deka utartej czekolady Wedla. Ucierać dalej aż się czekolada rozmiesza z resztą masy w taki sposób, że wszystko będzie równo bronzowe. Zmieszać z tym lukrem uprażone orzechy i migdały. Wyłożyć masę na opłatek lub lepiej na okrągły wafel, ułożony w foremce z pergaminem. Wstawić w bardzo wolny piec, aby cała masa zeschła.

W okresie międzywojennym orzeszki ziemne nazywano fistaszkami. Były wówczas bardzo popularne. Jeśli zaś chodzi o metodę usuwania łupin, dawniej robiono to za pomocą ściereczki lub serwety. Dziś najprostszym sposobem jest uprażenie orzechów w piekarniku – powoduje to, że skórka oddziela się od orzechów i łatwo schodzi.

Tort w paski

Cztery duże, lub pięć mniejszych jaj, piętnaście deka mąki pszennej, tyleż kartoflanej, tyleż cukru-pudru, tyleż masła świeżego, sok z niedużej cytryny. Masło utrzeć na śmietankę i dodawać doń, wciąż ucierając, kolejno po łyżce, cukru, oba gatunki mąki i po jednem jajku, aż wszystko wyjdzie. W końcu wcisnąć sok z cytryny, wymieszać dobrze i upiec, jak każde ciasto, w tortownicy, w miernie gorącym piecu. Następnego dnia ostrym nożem pokrajać tort ten na sześć równych cienkich płatków.

Kilo czekolady Wedla zagotować z dwiema szklankami dobrego mleka i siedemdziesięciu deka cukru. Gotować wciąż, mieszając do dna, aż masa zacznie gęstnieć. Dodać łyżkę śmietankowego masła i wstawić z rondelkiem w drugi większy z gorącą wodą, aby nie zastygła w trakcie roboty. Prędko smarować pięć płatków ciasta, nakładając natychmiast jeden na drugi, aby się dobre zlepiły. Przykryć ostatnim płatkiem, posmarować wokoło i po wierzchu resztą czekoladowej pomadki, ubrać czekoladkami Wedla lub smażonemi owocami Wedla i postawić na kilka godzin w zimnem miejscu. Krajać dopiero nazajutrz po zrobieniu, aby dać czas się dobrze złączyć obu warstwom. Taki tort może stać bardzo długo wcale się nie starzejąc.

Pierwsze torty wyrabiano z ciasta chlebowego, ze słodkimi dodatkami, takimi jak świeże lub suszone owoce, bakalie i miód. W Polsce torty pojawiły się po raz pierwszy na dworze królowej Bony. Nic dziwnego, bo ojczyzną Bony oraz tortów najprawdopodobniej są właśnie Włochy. Sekret tego niezwykłego wypieku tkwi w różnorodności jego wykonania. Ciasto może być biszkoptowe, czekoladowe, kawowe, a nawet z dodatkiem ponczu lub aromatu. Jeśli chodzi o przełożenie, można wykorzystać różnego rodzaju masę – dżemy, bitą śmietanę czy owoce. Wierzch tortu powleka się najczęściej masą lukrową, kremem na bazie bitej śmietany lub polewą czekoladową.

Ptysie czekoladowe

Zagotować szklankę wody i 10 deka masła, wsypać szklankę suchej przesianej mąki, ubijać na ogniu, aż od rondla odstanie, zdjąć z ognia, ubijać dalej, aż na wpół ostygnie. Do letniego ciasta wbijać po jednem całem jajku wciąż ucierając ciasto. Na tę ilość wyjdzie około 4 większych lub 5 mniejszych jaj.

Na blachę posmarowaną masłem i posypaną mąką układać kupki rozmiaru dużego włoskiego orzecha. Kłaść w dużych odstępach, gdyż bardzo rosną. Piec w średnio gorącym piecu. Po upieczeniu, jeśli udane, powinny być zupełnie puste. Kwaterkę śmietanki ubić na krem, zmieszać łyżką cukru-pudru i 2 łyżkami utartej najlepszej Wedla waniljowej czekolady. Ostudzone ptysie przekroić bardzo ostrym nożem i napełnić je tym kremem. 10 deka czekolady Wedla rozpuścić z 5 deka cukru i 2 łyżkami mleka. Smarować ciasto po wierzchu, używając do tego pędzelka. Cukier sam zastygnie po kilku minutach.

Jak widać, korzystanie z przedwojennych przepisów to nie lada sztuka. Choć informacje na temat sposobu przygotowania są bardzo szczegółowe, to niektóre zapisy brzmią dość enigmatycznie, zwłaszcza jeśli chodzi o miary. Wynika to z tego, że dawniej na ziemiach polskich stosowano inne przeliczniki miary niż dziś – np. baryła (ok. 70 litrów), ćwierć warszawska (30,151 litra) oraz wspomniana w przepisie kwaterka (0,2356 litra). Możemy ją chyba przetłumaczyć roboczo, jako "niepełna szklanka".

We Francji, gdzie czekolada stanowi codzienne śniadanie ogromnej większości inteligencji i klasy zamożniejszej, zupełnie nie pija się czekolady na mleku, przynajmniej nie używa się jej jako pierwszego posiłku. Amatorzy czekolady twierdzą, że tylko ugotowana na wodzie czekolada nie traci nic ze swego delikatnego aromatu i wykwintnego smaku.

fragment publikacji "Wedlowska czekolada"

W dawnych czasach śmietanę pozyskiwano z mleka, które kupowało się u gospodarza. Z jednego litra mleka można było zebrać niecałą szklankę śmietany, pod warunkiem, że mleko było prosto od krowy, jeszcze ciepłe. Teraz większość gospodarstw zaopatrzona jest w schładzarki, w których mleko miesza się automatycznie. Śmietanę pozyskuje się za pomocą specjalnych wirówek. Co za tym idzie – kupimy ją naturalnie gotową w sklepie, jednak jeżeli chcemy podążać tropem naszych babć, możemy spróbować pozyskać ją, tak jak one. Ciekawe wyzwanie!

Ciastka czekoladowe

25 deka cukru-pudru ucierać 25 minut z 7 żółtkami aż masa się zapieni i znacznie jej przybędzie. Dodać 12 deka dobrze wysuszonej i przesianej mąki pszennej i 4 deka mączki kukurydzianej (…). Na koniec ubić pozostałe białka na sztywną pianę i wymieszać ostrożnie z resztą masy. Układać prawidłowe półkule na blasze wysmarowanej masłem i upiec je w miernie gorącym piecu, nie rumieniąc mocno, zdjąć z blachy ostrożnie, aby nie opadły i wynieść na chłód do dnia następnego. Gdy dobrze stężeją, ostrożnie wyjąć nieco środka z każdej półkuli, napełnić te otwory kremem śmietankowym z cukrem i wanilją i poskładać po dwa ciastka razem, aby uformować kulę.

15 deka czekolady waniljowej Wedla i tyleż cukru gotować ze szklanką mleka, często mieszając, a gdy masa zacznie gęstnieć, włożyć w to 5 deka śmietankowego masła. W tej pomadce maczać prędko ciastka, układać je na cukierniczej kratce drucianej i wsunąć na chwilę do letniego pieca, aby obeschły. Robota (...) wymaga pewnej wprawy i doświadczenia. Pierwsza próba rzadko się udaje.

W przedwojennych wedlowskich przepisach bardzo często wspomina się o czekoladzie waniliowej. Jest to czekolada w wersji sypkiej, z której można przyrządzić pyszny napój. Znakomicie smakuje na gorąco – zarówno z wodą, jak i mlekiem. Sypką czekoladę można również wykorzystać do tego, by uzyskać polewę do ciast. Jeżeli nie mamy możliwości zrobienia polewy według tej receptury, możemy wykorzystać czekoladę gorzką i połączyć ją z odpowiednim aromatem. Czekolada i wanilia to doskonałe zestawienie.

Torcik Wedlowski

W latach 30. XX w. powstała nie tylko wspomniana publikacja z przepisami, ale również szereg nowych produktów E.Wedel, jak np. ręcznie dekorowany Torcik Wedlowski. Osoby pracujące w dziale Rarytasów potrafią idealnie odwzorować charakterystyczny podpis Emila Wedla, jednak twierdzą, że widząc Torcik Wedlowski w sklepie, potrafią wskazać własnoręcznie zrobioną pracę.

Blok czekoladowy

Blok czekoladowy to deser, który królował w czasie PRL-u i nieodłącznie kojarzy się ze smakiem dzieciństwa. Ograniczona dostępność produktów w latach komuny sprawiała, że niekiedy trzeba było nieco pogłówkować, aby zaspokoić swe kulinarne zachcianki. Taki blok czekoladowy mógł mieć w środku np. biszkopty, wafelki, orzechy, a nawet czekoladowe pastylki.

Ryż w czekoladzie

15 deka ryżu ugotować na mleku (około 1 litra mleka) z łyżką masła i maleńką łyżeczką soli. Gdy zupełnie miękki i sypki, dodać do niego 15 deka cukru utartego do białości z 2 całemi jajami. Zaromatyzować całość wanilją, grubymi migdałkami lub skórką cytrynową, wlać kieliszek araku, lub łyżeczkę esencji ponczowej, doskonale wymieszać i trzymać w cieple. 10 do 15 deka czekolady Wedla rozpuścić z łyżką cukru i łyżką mleka lub wody. Tą gęstą polewą wylać dokładnie dobrze ogrzaną formę kremową, uważając aby wszędzie była równa warstwa czekolady. Napełnić formę ryżem, dobrze go utrząsając, wynieść na chłód na kilka godzin. Przed wyłożeniem na półmisek zanurzyć na chwilę formę w gorącej wodzie aby czekolada się rozpuściła. Podawać z zimnem mlekiem lub sosem śmietankowym z żółtkami i wanilją.

Wykorzystywany w tym przepisie arak (z arabskiego "słodki sok") to bezbarwny i niesłodzony bliskowschodni trunek, zaliczany do grupy destylatów roślinnych i korzennych. Wytwarzany jest głównie w Jordanii, Iraku, Libanie, Iranie i Syrii. Napój swoją ostrość zawdzięcza połączeniu nuty anyżowej z wysoką zawartością alkoholu. Często stosuje się go jako dodatek do ponczu, ciast lub deserów czekoladowych.

Łatwa a smaczna leguminka

10 deka makaroników migdałowych Wedla i tyleż lekkich biszkopcików wedlowskich, używanych do czekolady, ułożyć rzędami w kryształowej salaterce. 10 deka czekolady Wedla i tyleż cukru zagotować w dwóch szklankach mleka i ostudzić. Na ułożone ciastka wlać mały kieliszek likieru Marasquino, na ten likier całą ostudzoną czekoladę, wynieść na chłód, aby dobre wybrzękło. Przed samem podaniem ubić krem z kwaterki młodej śmietany, zaprawić dwoma łyżkami cukru, utłuczonego z wanilją. Kremem tym pokryć leguminę, ubrać czekoladowymi placuszkami i podać zaraz, aby krem w połączeniu z wilgotnem ciastem nie odwodniał.

Czekolada w kinie

Motyw czekolady wielokrotnie wykorzystywany był w różnych filmach. W 1938 r. powstała polska komedia muzyczna pt. "Zapomniana melodia". Ojciec głównej bohaterki Heleny Roliczówny (w tej roli Helena Grossówna) jest przemysłowcem, który opatentował niezwykłą recepturę na mydło o smaku czekolady, będące jednocześnie piłką kauczukową.

Grupa deserów, znanych pod nazwą leguminy, w przedwojennej literaturze kulinarnej była bardzo szeroka. Nasi przodkowie chętnie eksperymentowali i popisywali się wielką pomysłowością w urozmaicaniu słodkich leguminek. Dzisiaj takie dania kojarzymy przeważnie z budyniami i kisielami. Co ciekawe, na Śląsku odpowiednikiem leguminy jest tzw. szpacza, czyli ubijane żółtka jaj z dodatkiem białka, sporą ilością soku z cytryny i ekstraktem wanilii. Wszystko to zaciągnięte żelatyną, żeby deser miał odpowiednią konsystencję.

Blanc-Manger czekoladowe

10 deka waniljowej czekolady Wedla rozpuścić w cieple z paru łyżkami mleka. Zagotować cztery szklanki (litr) mleka, dodać dwadzieścia deka cukru (można i mniej: dziesięć do piętnastu, jeżeli kto nie lubi zbyt słodkich legumin) czekoladę zagotować razem, dodać żelatyny wymoczonej wpierw w zimnej wodzie, a rozpuszczonej w kilku łyżkach tego płynu, zmieszać z resztą i nie gotować więcej. Przelać do formy i wynieść na chłód na 6 godzin. Przed podaniem wyrzucić na półmisek i ubrać w ten sposób: kwaterkę kremowej śmietanki lub młodej gęstej śmietany ubić na pianę, mieszać z dwoma łyżkami cukru utłuczonego z calem wanilji, pokryć tym kremem całe blanc-manger. Po wierzchu ubrać drobnemi pastylkami czekoladowemi Wedla.

Można powiedzieć, że to danie to nic innego, jak popularna panna cotta, tyle że w stylu retro. Delikatny blamanż (polska nazwa pochodząca od francuskiego brzmienia "blanc-manger") to pyszna alternatywa dla wielbicieli letnich deserów. Według klasycznej receptury przygotowuje się go z migdałów i, jak sama nazwa wskazuje, ma jasny kolor. W tej wersji kluczową rolę odkrywa sypka czekolada Wedel oraz czekoladowe pastylki, które dziś śmiało możemy zastąpić kostkami oryginalnej wedlowskiej czekolady.

Gorzka, deserowa, mleczna, karmelowa. Słodki przewodnik po świecie czekolady

Czekolada to absolutna królowa wśród słodkich łakoci. Kochamy ją za wspaniały smak i wiele dobroczynnych właściwości. Sprawdź, czym charakteryzują się poszczególne gatunki czekolady i jak wybrać tę najlepszą.

Czekolada czekoladzie nierówna. Sklepowe półki uginają się od niezliczonej ilości różnorodnych tabliczek, a każdą z nich wyróżnia unikalna receptura i bogactwo ciekawych dodatków. Poruszanie się po świecie czekolady to trudna sztuka – szczególnie jeżeli zależy nam, żeby słodkie, kakaowe kostki cieszyły smakiem. Podstawowym kryterium, które pozwala nam rozróżnić poszczególne gatunki czekolady, jest zawartość kakao. Do wyboru mamy czekoladę gorzką, tabliczkę deserową, a także znacznie łagodniejsze w smaku warianty skierowane do miłośników słodkich przyjemności – czekoladę mleczną, białą albo karmelową. Odkryj cechy charakterystyczne każdej z nich.

Czekolada gorzka – bogactwo magnezu i antyoksydantów

Czekolada gorzka jest zdecydowanie najzdrowsza ze wszystkich gatunków czekolad. W jednej ciemnej tabliczce znajduje się od ok. 60 proc. do 99 proc. kakao, dzięki czemu jest ona nie tylko pyszną przekąską, ale także źródłem cennych dla organizmu witamin i mikroelementów. To właśnie duża zawartość kakao wpływa na cierpki smak, jednak dla wytrawnych koneserów nie ma nic lepszego od głębokiej, kakaowej goryczy przełamanej słodką nutą.

Czy wiesz, że…

Król Azteków, Montezuma II, doceniał moc płynącą z ziaren kakaowca i ich właściwości energetyzujące. Aztecki władca twierdził, że czekolada to "boski napój, który wzmacnia odporność i walczy ze zmęczeniem, a kubek dziennie pozwala mężczyźnie wędrować przez cały dzień bez jedzenia".

Po czym poznać, że tabliczka jest dobrej jakości? Wysokogatunkowa czekolada gorzka ma błyszczącą, gładką powierzchnię i subtelny zapach kakao. Jest dość twarda – podczas łamania słychać trzask. Znawcy podkreślają, że dobra, świeża czekolada ma jedwabistą konsystencję i rozpływa się w ustach, pozostawiając po sobie wyborny, słodko-gorzki posmak.

Warto przekonać się do ciemnych tabliczek, bo zawierają wiele wartościowych substancji odżywczych. W kakaowych kostkach znajdziemy: magnez, żelazo, fosfor, potas, niacynę, flawonoidy, teobrominę i fenylotylaminę. Czekolada gorzka nie zawiera mleka, więc śmiało mogą sięgać po nią osoby nietolerujące laktozy. Naukowcy zalecają niewielkie ilości ciemnej czekolady diabetykom, ponieważ ma niewiele cukru, a dodatkowo obniża poziom glukozy we krwi.

Czekolada Mocno Gorzka marki E.Wedel zawiera aż 80 proc. kakao, dzięki czemu stanowi pyszną, odżywczą przekąskę. Warto spożywać kilka kostek każdego dnia, żeby dodać sobie energii! Ponadto w portfolio E.Wedel znajdziemy też czekoladę gorzką klasyczną – 64 proc. kakao i lekko gorzką, potocznie nazywaną deserową, która zawiera 50 proc. kakao.

Czekolada deserowa – subtelny charakter z wyrazistą kakaową nutą

Czekolada deserowa jest lżejszą wersją gorzkich czekolad, dlatego może stanowić świetną alternatywę dla ciemnych tabliczek. To także dobry wybór dla osób, które nie lubią słodyczy charakterystycznej dla mlecznych tabliczek. Delikatny, subtelny charakter i mniejsza cierpkość w smaku spowodowały, że ten wariant zyskał zaszczytne miano czekolady deserowej – idealnej jako poobiednia przekąska do kawy.

Zawartość proszku kakaowego w tabliczce deserowej oscyluje zwykle pomiędzy 50 a 70 proc. Czekolada deserowa jest nieco jaśniejsza od swojej gorzkiej kuzynki. Jej konsystencja nie jest tak twarda, przez co kakaowe kostki są bardziej aksamitne i szybciej rozpuszczają się w ustach. Deserową tabliczkę można spożywać samodzielnie lub wykorzystywać do przygotowania wszelkiego rodzaju słodkich smakołyków, jak np.: ciasta, ciasteczka, torty, kremy, lody, polewy czy mocno czekoladowe budynie lub puddingi. Ten wariant czekolady nadaje się także do dań wytrawnych. Z deserowych kostek można zrobić pyszne, aromatyczne sosy do mięs czy dressingi do sałatek.

Ze względu na mniejszą ilość masy kakaowej, czekolada deserowa ma w sobie mniej składników odżywczych niż gorzkie tabliczki, jednak w jej wnętrzu również znajdziemy magnez, żelazo, fosfor, potas, dobroczynne flawonoidy i cały szereg witamin. Deserowe kostki zwalczają stres, zwiększają koncentrację oraz dodają siły.

Warto wiedzieć, że…

Wielkim miłośnikiem czekolady był król August II Sas i prawdopodobnie dzięki niemu w pierwszej połowie XVIII w. kakaowe tabliczki zawitały na polski dwór. Ponad sto lat później powstała pierwsza oryginalna polska czekolada pitna, a jej twórcą był Karol Wedel – jeden z założycieli firmy E.Wedel. Receptura wedlowskiej czekolady jest do dziś jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic firmy.

Dla tych, którzy szukają balansu pomiędzy kakaową goryczą a słodkością mlecznych kostek, doskonałym wariantem będzie Czekolada Lekko Gorzka marki E.Wedel z 50 proc. zawartością masy kakaowej albo jej bardziej wyrazista wersja – Czekolada Gorzka z 64 proc. masy kakaowej. Wyważony, subtelny smak z wyraźną nutą kakao to świetny pomysł na deser.

Czekolada mleczna – słodka przyjemność dla każdego

Ten rodzaj czekolady doceniają przede wszystkim dzieci, ale wśród amatorów mlecznych słodkości nie brakuje też dorosłych. Jak sama nazwa wskazuje, czekoladę mleczną od gorzkiej i deserowej odróżnia obecność mleka w recepturze. To właśnie dzięki temu składnikowi mleczne kostki mają tak delikatny smak. Łagodny charakter czekolady mlecznej to także zasługa mniejszej zawartości kakao. Zwykle ilość kakaowego proszku w jednej tabliczce nie przekracza 50 proc., dzięki czemu jej kolor jest znacznie jaśniejszy od gorzkich tabliczek.

Mleczne kostki nie mają tylu składników odżywczych, co ich ciemniejsze kuzynki. W jasnobrązowej tabliczce znajdziemy niewielkie ilości magnezu, żelaza, potasu, fosforu i wapnia oraz witaminy A, D, E, K i witaminy z grupy B. Słodka mleczna przekąska poprawia nastrój, dodaje energii i niweluje stres.

Czekolada mleczna doskonale sprawdza się przy produkcji niektórych słodkich wypieków i wykwintnych deserów. Dobrze się rozpuszcza, dzięki czemu stanowi idealne nadzienie do słodkich bułeczek, rogalików i pączków. Mleczne tabliczki są także niezastąpione jako składnik polewy do ciast. Słodkie aksamitne kostki oryginalnej wedlowskiej czekolady mlecznej można śmiało jeść prosto z opakowania, a elegancka tabliczka Luksusowej Mlecznej z orzechami marki E.Wedel to świetny dodatek do popołudniowej kawy.

Jedyna

Czekolada Jedyna została wymyślona przez Jana Wedla a jej opakowania zaprojektował słynny ilustrator, Karol Śliwka. Jedyną, którą znamy z naszych półek sklepowych, w ponadczasowym smaku i wyglądzie pamiętają z czasów młodości zarówno nasi rodzice, jak i dziadkowie. Od dziesięcioleci dostępna jest w niezmiennej szacie graficznej.

Karmelowa

Do niedawna funkcjonowały tylko 3 rodzaje czekolady: gorzka, biała i mleczna. Jednak w E.Wedel powstała czekolada karmelowa – o nietuzinkowym smaku i kolorze, która powstaje w wyniku karmelizacji skondensowanego mleka z cukrem. Zarówno proces ten, jak i wykorzystane do niego składniki są całkowicie naturalne.

Czekolada biała – aksamitny smak w kremowej tabliczce

Biała czekolada od lat wzbudza wiele kontrowersji. Koneserzy wciąż toczą ze sobą spory – czy ze względu na jej skład i wygląd wciąż można nazywać ją czekoladą? Białą tabliczkę różni od ciemniejszych sióstr właściwie wszystko, ale mimo to ma wielu zwolenników, którzy doceniają jej subtelną słodycz i delikatny kremowy smak.

Odpowiadając na zadane wyżej pytanie – tak, czekolada biała to wciąż czekolada. Mimo że w jej składzie nie znajdziemy proszku kakaowego (stąd jej jasny kolor), zawiera niewielką ilość tłuszczu kakaowego – najlepsze białe czekolady mają w składzie nie więcej niż 33 proc. tego składnika.

Czekolada biała nie zawiera co prawda antyoksydantów i dobroczynnych flawonoidów, którymi mogą pochwalić się gorzkie tabliczki, za to w jej kostkach znajdziemy witaminy A, D, E, K, witaminy z grupy B oraz niewielkie ilości kwasu foliowego, żelaza, magnezu i potasu. Już kilka kawałków białej tabliczki daje poczucie sytości, a jej kremowy, delikatny smak powoduje znaczny wzrost poziomu endorfin w organizmie.

Na smak i charakter białej czekolady wpływają przyprawy oraz dodatki. Jasne kostki doskonale smakują w połączeniu z wanilią lub cynamonem. Do mlecznej masy często dodaje się także kawałki owoców. Miłośnicy oryginalnych kompozycji smakowych z pewnością docenią smak czekolady Karmellove! E.Wedel – pierwszej w Polsce białej czekolady z dodatkiem karmelu. Tradycjonalistów z kolei ucieszy aksamitny, kremowy smak klasycznej, białej czekolady wedlowskiej.

Tysiące lat słodkiej przyjemności. Fascynująca historia czekolady

Czekolada to coś więcej niż tylko słodki przysmak. To dawna waluta, starożytny napój dodający energii, a przede wszystkim cztery tysiące lat tradycji. Odkryjmy, jaką drogę przebyła, nim dotarła do Europy – od ziarna kakaowca po gotową tabliczkę.

Historia czekolady sięga tajemniczej kultury Olmeków – plemion, które ok. 4000 lat temu zamieszkiwały Mezoamerykę, w tym m.in. tereny dzisiejszego Meksyku. To właśnie ta starożytna cywilizacja jako pierwsza uprawiała drzewa kakaowca. Wkrótce potem Olmekowie zaczęli spożywać ich ziarna – najpierw na surowo, a później w formie naparu.

Boski napój

Początkowo napój z kakao podawany był wyłącznie podczas religijnych obrzędów. Jego pobudzające właściwości sprawiły, że zaczęto przypisywać mu boskie pochodzenie. Być może dlatego, że nazwa naukowa drzewa kakaowca, czyli theobroma cacao, pochodzi od greckich słów theos – "bóg" i broma – „napój”, co dosłownie oznacza "napój bogów". Według wierzeń kakao miał podarować ludziom Quetzalcoatl – pierzasty wąż uznawany za boga przyrody i dobrobytu.

Czy wiesz, że…

Słowo "czekolada" prawdopodobnie pochodzi od słowa xocolatl? W dosłownym tłumaczeniu oznacza "gorzka woda" i wywodzi się z języka, którym posługiwano się w regionie środkowo-zachodniego Meksyku. Według innych źródeł słowo pochodzi z języka Majów, w którym chokolhaa oznacza "płyn" lub "gorący napój".

Z czasem zwyczaje Olmeków przejęli również Majowie. Gorący napój o gorzkim smaku podawali wojownikom dla wzmocnienia sił witalnych, a także świeżo poślubionym małżonkom po to, by nabrali animuszu. Majowie sporządzali napój z mieszaniny wody i kakaowej pasty z kukurydzą. Następnie przelewali go z dużej wysokości z jednego naczynia do drugiego tak, by powstała piana . W trakcie badań archeologicznych znaleziono naczynia z roztartymi na proszek palonymi ziarnami. Walory ziaren kakaowca wykorzystywali także Aztekowie. Podobno cesarz Montezuma II wypijał dziennie 50 kubeczków czekolady zaprawianej chili. Owoce drzewa kakaowego były dla Azteków nie tylko pożywieniem, lecz również środkiem płatniczym, a co za tym idzie – częstą przyczyną wojen.

Kakao cenne jak złoto

Za sprowadzenie owocu kakaowca na nasz kontynent musimy podziękować Krzysztofowi Kolumbowi, który w XVI w. dotarł do Hondurasu. Tam miejscowi poczęstowali go ziarnami w formie napoju. Co ciekawe, przyrządzony napój Kolumb uznał za "niesmaczny", lecz mimo to zabrał do Hiszpanii kilka ziarenek jako ciekawostkę. Choć to jego oficjalnie uważa się za odkrywcę kakao, tak naprawdę pierwszym Europejczykiem, który poznał się na wartości ziarna kakaowca, był Hernán Cortés – hiszpański konkwistador. Przybył do Mezoameryki z zamiarem poszukiwania złota, jednak legendy na temat gorzkiego napoju tak go zainteresowały, że postanowił bliżej zgłębić recepturę. Po wypiciu go od razu zrozumiał, jak wielką wartość on posiada. Podając się za boga Quetzalcoatla – króla Tolteków, dotarł do serca azteckiego imperium, gdzie ofiarowano mu mnóstwo darów, w tym także plantację kakaowców.

Początkowo ziarna kakaowca nie były doceniane w Europie, ale mimo to nie przerwano prac związanych z ulepszaniem receptury na czekoladę pitną. Zrezygnowano z pieprzu i chili, a zaczęto dodawać miód, cynamon i anyż. Pomimo że hiszpańscy koloniści próbowali trzymać w tajemnicy metody uprawy i produkcji kakao, nie udało im się zachować wyłączności. W 1580 r. w Hiszpanii powstała pierwsza wytwórnia czekolady pitnej i od tej chwili stawała się ona coraz bardziej popularna w innych krajach Europy, które zakładały własne plantacje kakao.

Sukces tabliczki czekolady

Pilnie strzeżona tajemnica niezwykłego napoju dotarła najpierw do Francji. W 1615 r. król Ludwik XIII poślubił Annę Austriaczkę, córkę króla Hiszpanii Filipa III, która przywiozła próbki czekolady na dwór francuski, aby uczcić to wydarzenie. Z kolei panujący od 1643 r. król Ludwik XIV tak pokochał czekoladę, że zatrudnił na swoim dworze specjalistów od serwowania słodkich wyrobów. Z kolei Holendrzy spopularyzowali sadzonki kakaowca w swoich koloniach na Jawie, Sumatrze, Filipinach oraz Indonezji. W ten sposób w Europie zaczęły powstawać pierwsze pijalnie czekolady. Nowy przysmak był zniewalający, ale bardzo drogi, przez co mogli pozwolić sobie na niego tylko nieliczni. Przełom nastąpił w 1828 r., kiedy to Casparus van Houten opatentował nowoczesną prasę hydrauliczną do miazgi kakaowej. Jego syn zaś wynalazł proces alkalizowania czekolady, czyli dutching (specjalna obróbka, dzięki której czekolada uzyskuje ciemniejszy kolor i gęstszą konsystencję).

Czy wiesz, że…

Aztecy pili wywar z ziaren kakaowca z dodatkiem chili, kukurydzy i nasion arnoty (miąższ otaczający je zawiera barwnik, który do dziś powszechnie wykorzystywany jest w przemyśle spożywczym). Podobno niekiedy dodawali również środków halucynogennych. Taki napój nie mógł być smaczny.

W 1847 r. dokonano kolejnego rewolucyjnego odkrycia. Francis Fry, członek znanej rodziny kupieckiej, pomyślał, że smaczna byłaby czekolada, którą można by nie tylko pić, ale i jeść. Zmieszał więc kakao z tłustym masłem kakaowym, dodał cukier, podgrzał i wylał do formy, uzyskując tym samym pierwszą tabliczkę czekolady. Z kolei Włosi zaczęli dodawać do czekolady orzechy, rodzynki czy migdały. Tak rozpoczął się okres rozkwitu wyrobów czekoladowych – wariacjom nie było końca.

Świat pokochał czekoladę

Przemysł czekoladowy w dalszym ciągu rósł w siłę. Pewien niemiecki aptekarz wpadł na pomysł, aby zmieszać kakao z mlekiem w proszku, doprowadzając tym samym do powstania czekolady mlecznej. Zaczęto otwierać również liczne cukiernie i kawiarnie specjalizujące się w wyrobach cukierniczych. Swoją pierwszą pracownię założył też Karol Wedel, który w 1845 r. przyjechał z Berlina do Warszawy na zaproszenie innego cukiernika. Początkowo Karol Wedel tworzył wyroby cukiernicze wraz z żoną i dwoma czeladnikami. W tamtym czasie produkował głównie karmelki, ciasta, figurki cukrowe, czekoladę twardą i do picia, której dziennie podawano w jego lokalu od 400 do 500 filiżanek.

Dzieło Karola Wedla kontynuował jego syn – Emil, który otrzymał przedsiębiorstwo jako prezent ślubny w 1872 r. Kunsztu nauczył się od swojego ojca i zatrudnionych w jego cukierni mistrzów. Słodycze Wedlów stały się tak popularne, że często je podrabiano. W związku z tym Emil Wedel postanowił, że będzie je podpisywać. Właśnie to faksymile jego podpisu stało się od 1874 r. oficjalnym znakiem towarowym E.Wedel, który znamy do dziś. W 1900 r. pierwsze partie wedlowskich wyrobów zostały wysłane za granicę i tam również zyskały rzesze wielbicieli. W asortymencie były wyroby czekoladowe, ale również karmelki, biszkopty, praliny oraz wafle.

Po śmierci ojca Jan Wedel, zapoznany przez lata nauki z rozmachem rozwojowym przedsiębiorstw na zachodzie, postanawia konsekwentnie unowocześniać fabrykę i rozwijać zarówno ją, jak i swoje produkty. W 1930 r. wprowadził na rynek produkowaną do dziś czekoladę "Jedyną". Fabryka wdrożyła do produkcji torcik wedlowski, którego receptura znana była co prawda od XIX w., ale innowacją było charakterystyczne okrągłe pudełko w wiktoriańskim stylu.

Jak możemy przeczytać w książce Anny Czerińskiej-Rydel, gdy Jan Wedel stworzył recepturę pianek, inspirując się francuską leguminą, zapytał swoich pracowników:
– Czego brakuje człowiekowi, który ma już wszystko?
– Ptasiego mleka – odpowiedział jeden z pracowników.
– Ptasie Mleko – powtórzył cicho Wedel. – To fantastyczna nazwa! Ptasie Mleko! A raczej "mleczko". Przecież te porcyjki są maleńkie.

Dziś na rynku mamy mnóstwo wyrobów czekoladowych: czekolady, praliny (do których zaliczamy też wspomniane Ptasie Mleczko), ciastka, ale też… makarony. Niedawno naukowcom udało się pozyskać różową czekoladę z ziaren rubinowego kakaowca pochodzącego z Wybrzeża Kości Słoniowej, Ekwadoru i Brazylii. Na bazie czekolady powstają też produkty kosmetyczne, takie jak balsamy, kremy, płyny do kąpieli czy specjalne olejki do masażu. W Polsce Joanna i Janusz Profus, Mistrzyni i Maestro Czekolady firmy E.Wedel, udowadniają, że z czekolady można wykonać prawie wszystko – również prawdziwą sztukę. Joanna Profus to pierwsza osoba w naszym kraju, która wykreowała modę w czekoladzie. Ponadto maluje obrazy w różnych wielkościach, np. białą czekoladą na deserowej, z dodatkiem mlecznej, tworząc kolejne odcienie. To dowodzi, że czekolada nie tylko zachwyca nasze podniebienie, ale także pobudza wyobraźnię i zachęca do niezwykłych odkryć.

Czekoladowe perły dla smakoszy. Historia pralinki w pigułce

Bogata kolorystyka i zdobienia przywodzące na myśl pałacowe wnętrza, a w środku luksusowe nadzienie z pyszną masą kremową – praliny od stuleci kradną serca kolejnych pokoleń. W jaki sposób powstał ten nieziemski przysmak?

Gdyby w świecie słodyczy ogłoszono konkurs na najpiękniejszy wyrób czekoladowy, zapewne zwycięską koronę otrzymałaby pralina. Dlaczego? Ponieważ zachwyca nie tylko podniebienie, ale i oko każdego wielbiciela słodyczy. Ta smakowicie wyglądająca czekoladka skradła ludzkie serca już kilka wieków temu. I gdyby nie pewien zbieg okoliczności, dziś nie moglibyśmy cieszyć się jej smakiem. Jak w zasadzie powstała pralina? Kto ją wymyślił? W każdym razie wszystko zaczęło się na królewskim dworze w Paryżu.

Czy wiesz, skąd nazwa "pralina"?

Samo słowo właściwie nic nie oznacza. Szef kuchni Clément Lassagne nazwał tak swój wynalazek, by oddać cześć księciu du Plessis-Praslin, przybyłemu na dwór Króla Słońce jako gość.

Wersal pachnący słodyczami

Panujący od 1643 r. roku we Francji Ludwik XIV , zwany Królem Słońce, wprost ubóstwiał słodycze. Jak podają źródła historyczne, praktycznie nie rozstawał się z nimi, a służący nosili za nim koszyki wypełnione czekoladowymi łakociami. Wiadomo, że Wersal słynął z organizowania licznych przyjęć, na których podawano różne potrawy i desery. Jak głosi legenda, to właśnie na królewskim dworze migdał w karmelizowanym cukrze przez przypadek wpadł do płynnej czekolady, chętnie pitej przez tamtejsze elity. I tak oto powstał nowy przysmak, którym zachwyciła się cała XVII-wieczna Francja.

Z kolei inne źródła podają, że praliny wynalazł nadworny szef kuchni Ludwika XIV, Clément Lassagne. Od tamtej pory wykorzystywano pralinki do uwodzenia dam dworu oraz przełamywania słodkim, oryginalnym poczęstunkiem barier w trakcie rozmów dyplomatycznych.

Którą pralinkę wybierasz?

Chilli

Kremowe nadzienie z mlecznej czekolady z nutą chilli w skorupce z czekolady mlecznej i gorzkiej z owocowa dekoracją.

Grand Marnier

Kremowe nadzienie z mlecznej czekolady z likierem Grand Marnier w skorupce z czekolady mlecznej i gorzkiej muśniętej smugą złota.

Truskawka

Aksamitne i gładkie nadzienie truskawkowe z białą czekoladą w skorupce z czekolady mlecznej.

Jakiś czas później kucharz Lassagne otworzył pod Paryżem własny sklep Maison du Praslin. Po jego śmierci nikt nie zajmował się sklepem. Na długie lata zapomniano o pralinach, aż w końcu sklep został wykupiony przez nowego właściciela Léona Mazet. Wytworny przysmak znów zaczął być produkowany, a jego skład (wtedy już nieco inny od tego, który wymyślił Lassagne), ponownie ujrzał światło dzienne. Nowoczesne maszyny pozwoliły na ciągłe udoskonalanie receptury po to, by z czekoladowej masy stworzyć idealną polewę do pralinek. Wkrótce smak stał się jeszcze lepszy.

Ballotin

Louise Agostini, żona belgijskiego mistrza czekolady Jeana Neuhausa, miała duży zmysł marketingowy. Zaprojektowała oryginalne pudełeczko na słodkości, zwane "ballotin".

Królowa czekoladowych wyrobów

Rozwój przemysłowy sprawił, że w XVIII w. pralinki trafiły do innych krajów – także do Stanów Zjednoczonych. Wszystko za sprawą sióstr Urszulanek, które w owym czasie zostały wysłane na misję do Nowego Orleanu. Zakonnice odpowiadały za edukację młodych dziewcząt, które przybyły do swoich narzeczonych – francuskich kolonistów. Przyszłe mężatki musiały opanować wiele umiejętności, w tym również sztukę kulinarną - uczyły się przyrządzać m.in. pralinki. Jako głównego składnika używały dostępnych w USA orzechów pecan.

Jednym z krajów, do którego trafiły pralinki, była również Belgia. Co ciekawe, to właśnie ten kraj uważany jest dziś za miejsce ich powstania. Według jednej z legend, zdarzyło się to w brukselskiej aptece. Ponieważ niektóre leki miały gorzki smak, a tym samym były niechętnie przyjmowane przez pacjentów, pewien aptekarz wymyślił, że pokryje je czekoladową powłoką. Specyfiki cieszyły się uznaniem klientów i zyskały popularność. Aż w końcu w 1912 r. Jean Neuhaus, wnuk wspomnianego aptekarza, wpadł na jeszcze lepszy pomysł – skoro czekoladą można pokryć lekarstwa, można również zatopić w niej słodkie kremy.

Współczesne praliny: jak dzieła sztuki

Eksperyment przeprowadzony przez Neuhausa otworzył w przemyśle cukierniczym nowe możliwości. Na początku stulecia wykonano pierwsze czekoladki z nadzieniem śmietankowym, waniliowym, z orzechami i likierem cointreau. Specjalnymi narzędziami temperującymi uzyskiwano efekt czekoladowej skorupki, masło kakaowe nadawało połysk, a poprzez zafarbowanie tłuszczu barwnikiem można było uzyskać wybrany kolor czekoladek. Praliny były również dekorowane lukrem, a nawet posypywane jadalnym złotem.

Kochać siebie samego, troszczyć się o siebie jak najlepiej – oto najbardziej wykwintna z pralin. Pralina dla duszy

Gabi Vallenthin, pisarka

W zależności od regionu do tworzenia pralin wykorzystywano regionalne produkty. W Niemczech najczęściej sięgano po rum, we Włoszech pokochano pastę orzechową "gianduja", w Austrii popularne były praliny z marcepanem, Wielka Brytania zaś produkowała czekoladki z imbirem i skórką pomarańczy. W Polsce w latach 30. marka E.Wedel zaczęła produkować ręcznie robione praliny o różnych smakach – nugatowym, różanym, waniliowym, kokosowym oraz wielu innych.

Ostatecznie znane nam wszystkim praliny przybrały kształt bogato zdobionych czekoladek z różnorodnym nadzieniem. W Pijalni Czekolady E.Wedel znajdziemy całą paletę ręcznie robionych pralinek – od klasycznej mocnej kawy, poprzez orzech włoski, nugat czy migdały, po pikantne chili i słodką gruszkę. To niemal nieskończona liczba smaków, z których każdy wyróżnia się wyrafinowaną elegancją i nietuzinkowym wnętrzem.

Co ciekawe, w kategorii pralin mieści się też znane i lubiane od pokoleń Ptasie Mleczko®. W 1936 r. w Fabryce Czekolady E.Wedel, w gabinecie Jana Wedla – dzisiejszej "Sali Historycznej" mieszczącej się na warszawskiej Pradze – rozpoczęła się produkcja tych pysznych pianek. Anegdota głosi, że ich nazwa powstała, gdy Jan Wedel spróbował nowego smakołyku i spytał współpracowników "Czego potrzeba do szczęścia człowiekowi, który już wszystko posiada?". Wtedy ktoś odpowiedział: "Tylko ptasiego mleka".

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.